logo
Czwartek, 23 września 2021 r.
imieniny:
Bogusława, Liwiusza, Tekli, Konstancjusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
Rozmnożenie chlebów
Mateusz.pl
 
fot. Maria Ionova | Unsplash (cc)


Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę (J 6,1-15).

 

Chleb i słowo sycą – nie zawsze


W perykopie jest mowa m. in. o głodzie „licznych tłumów” zbierających się wokół Jezusa, a także o chlebie i nadobfitym zaspokojeniu głodu. Na Mszę św. przychodzimy też jako ludzie głodni i spragnieni: Boga, miłości i duchowej energii, która pozwoli nam iść dalej – do Celu, do Domu Ojca. Można by zapytać, czy my naprawdę posilamy się na Mszy świętej. Zapewne tak. Za każdym razem zastawiane są dla nas dwa stoły: stół Słowa Bożego i stół Ciała Pańskiego. Jeśli z wiarą przystępujemy do Komunii świętej, to na pewno sam Jezus umacnia nas i przemienia w Siebie.

 

Gdy jednak chodzi o zaspokojenie naszego głodu Słowa Bożego, to zauważmy, że nawet po wysłuchaniu paru fragmentów z Pisma Świętego (zaryzykuję takie stwierdzenie) raczej niewiele otrzymujemy duchowego pokarmu. Teoretycznie jest go bardzo dużo, ale praktycznie okazuje się, że odchodzimy głodni. Nawet po uważnym wysłuchaniu w Liturgii czytań z Pisma Świętego możemy się poczuć jak bardzo głodny człowiek, który wszedł do piekarni i tylko popatrzył na bochny chleba. Samo popatrzenie nie nasyca. Nawet zakupienie chleba nie syci głodu; trzeba chleb pokroić, następnie wziąć do ust, dobrze pogryźć „zębami mądrości”, połknąć, a potem jeszcze strawić go i przyswoić go sobie w dość złożonym (zakrytym przed naszymi oczyma) procesie.

 

W dzisiejszej perykopie Ewangelista opisał nam pewne ważne i wyjątkowe wydarzenie; opisał słowa i czyny Jezusa, zachowania uczniów i pewnego chłopca, a także nakarmionej rzeszy słuchaczy Jezusa. Czy w tym opisie znajdziemy dla siebie coś ważnego dla rozumienia życia i coś pożywnego dla ducha? – Tak. Trzeba nam jednak wziąć w siebie to wydarzenie, jak bierze się w ręce wielki bochen chleba i kraje na kromki, i rozdrabnia na kęsy. Spróbujmy to uczynić.

 

Człowiek – istota wspomagana


Zacznijmy od prostego spostrzeżenia, że Jezus jawił się ludowi jako ktoś wyjątkowy, ujmujący i przyciągający do Siebie. Tłumy garnęły się do Jezusa, ponieważ pomagał im żyć i radzić sobie z tajemnicą istnienia. Wielu ceniło sobie to, że mogli przyprowadzić (czy przynieść) do Jezusa swoich chorych, a On ich uzdrawiał. Czymś najzupełniej wyjątkowym było dla ludzi to, że Jezus potrafił nakarmić wielką rzeszę, mając do dyspozycji jedynie parę chlebów i kilka rybek.

 

To wszystko, co Jezus potrafił i faktycznie czynił, jawiło się ludowi jako cenne dobro. To zrozumiałe, bo człowiek jest istotą nie tylko bardzo godną, ale też bardzo „głodną”, potrzebującą. Człowiek jest „istotą wspomaganą” (Cz. Miłosz). Jakże wielorakiego i dogłębnego wspomagania potrzebuje każdy człowiek, który rodzi się na Ziemi. Potrzeba bycia wspomaganym dotyczy nas wszystkich – od narodzin, przez całe życie i aż do śmierci. Pragniemy być wspomagani na poziomie potrzeb ciała, na poziomie potrzeb psychicznych i duchowych pragnień. Jezus dobrze o tym wie, dlatego uprzedzająco przychodzi do nas od Ojca z wielką misją wspomagania całej ludzkiej rodziny i każdej osoby.

 

Karmiąc głodną rzeszę słuchaczy, Jezus pokazuje, że zna i szanuje wszystkie wymiary ludzkiej osoby. Zresztą któż może lepiej znać człowieka (i szanować go) niż Ten, który go stworzył i który do końca bierze odpowiedzialność za swój umiłowany „obraz”.

 

Kiedy widzimy dziś Jezusa, jak konkretnie i realnie troszczy się o głodnych i jak umiejętnie uwrażliwia swych uczniów na podstawowe potrzeby człowieka, to tym mocniej polegamy na tych uspokajających słowach Jezusa: Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo (Boga) i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy (Mt 6, 31).

 

Ziemia jest przez Boga tak urządzona, że ludzie mogą realnie zaspokajać swe materialne potrzeby. Cud rozmnożenia chleba i ryb pokazuje, że Stwórca natury z łatwością potrafi zaingerować w prawa przez siebie ustanowione. Jeśli uznaje to za potrzebne, to dokonuje cudu, by człowiek zatroskany o Królestwo Boże i oddający się temu, co najważniejsze, nie musiał z tego powodu głodować. W niektórych objawieniach Maryja (np. w La Salette) obiecywała ludziom nękanym głodem wskutek zarazy niszczącej uprawy roślin, że Bóg zapewni im wielkie urodzaje, jeśli nawrócą się do Niego, będą się modlić i żyć w zgodzie Bożymi Przykazaniami. – Ktoś powie, że i bez „tego” świetnie sobie radzimy. Chyba jednak nie aż tak bardzo, skoro wciąż tyle ludzi na Ziemi przymiera głodem, umiera (pewno z niemym krzykiem na ustach). A o czym świadczą coraz to nowe choroby nękające ludzi?

 

Mały gest chłopca – wielki gest Jezusa


Kęsem duchowego chleba może okazać się dla nas przyjrzenie się gestowi chłopca, którego wypatrzył jeden z uczniów Jezusa. To Andrzej, brat Szymona Piotra, znalazł wśród tłumu jednego chłopca, który miał pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby. Swoje „odkrycie” Andrzej od razu opatrzył realistycznym komentarzem: lecz cóż to jest dla tak wielu? Rzeczywiście, dla apostoła Andrzeja, który dysponuje tylko ludzkimi możliwości, znaleziony chleb i dwie rybki nie stanowią żadnego rozwiązania; jeśli jednak tymi kilkoma chlebami i paroma rybkami posłuży się Jezus, to rzecz wygląda zupełnie inaczej.

 

Możemy poczuć się zbudowani tym, że chłopiec (właściciel chleba i rybek) oddał do dyspozycji Jezusa to, co było jego. Nie zląkł się, nie powiedział: ‘tego absolutnie nie dam, bo jest moje’. Nie zasłaniał się, mówiąc: ‘jak dam, to sam będę głodny’. Ufnie oddał to, co miał. To urok Jezusa, Jego słowa, zaufanie do Niego – sprawiły, że rozszerzyło się serce chłopca i oddał to, co posiadał...

 

A potem wkroczył do akcji Jezus, używając swoich ponadludzkich możliwości: wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. Tym czynem Jezus mówi bardzo wiele.

 

Pokazuje, jak w Nim Bóg Ojciec oddaje Boskie możliwości dla ocalenia i nasycenia człowieka; jak wielkodusznie i nadobficie zaradza Bóg ludzkim potrzebom. I jaki może być świat, gdy w centrum ludzkiej rodziny będzie Jezus-Boski Zbawiciel.

 

Oczywiście (choć wtedy było to nieoczywiste), Jezus czyni też – na kanwie tego wydarzenia – coraz wyraźniejsze aluzje do największego Daru-Eucharystii, który po wszystkie czasy złoży w ręce ludzi pielgrzymujących do doskonałej komunii z Bogiem w Niebie. – To wszystko dość dobrze znamy. Z daru Eucharystii stale czerpiemy...

Zaparcie się siebie i dawanie


Zatem sięgnijmy jeszcze po taką „okruszynę” – spostrzeżenie, że wielką satysfakcję miał chłopiec, który zorientował się, że to jego pięcioma chlebami jęczmiennymi i jego dwoma rybkami Jezus nakarmił wielką rzeszę ludzi. Jego (pokorna) duma była całkiem uprawniona.

 

A my poczujmy się zachęceni do wielkoduszności w dawaniu. To „niewiele”, co posiadamy i hojnym sercem oddajemy Jezusowi, może stać się czymś naprawdę wielkim, gdy Jezus to przyjmie i spożytkuje jako „materiał” w budowaniu Królestwa Ojca na Ziemi. Sądzę, że wszelkie uczynione przez nas dobro zyskuje w rękach Jezusa naprawdę wielką rangę; zostaje utrwalone na wieczność i wydaje wielkie owoce.

 

Warto w tym miejscu przytoczyć zachętę, którą otrzymała od Jezusa Gabriela Bossis: „Na polance samotnego lasku, gdzie często przychodziłam, by myśleć o Nim, roje motyli siadały na koniczynie. – «Widzisz, nawet w przyrodzie jedni potrzebują drugich. Nikt nie może uniknąć obowiązku oddania się. Dawaj, dawajcie tak, jak Ja Sam dawałem. Zwyczaj dawania! Jakaż to zbroja siły, radości.... To zaparcie się siebie»” [1].

 

Z ostatnią myślą (zachętą) dobrze koresponduje prowokujące spostrzeżenie św. Ignacego Loyoli: „Jest bardzo mało ludzi, którzy przeczuwają, co Bóg uczyniłby z nich, gdyby zaparli się siebie samych i wydali się (oddali się) całkowicie Jezusowi Chrystusowi, aby On ukształtował ich dusze w swoich rękach”.

 

o. Krzysztof Osuch SJ
mateusz.pl | 20 kwietnia 2007

___________________
Przypis:

 

[1] ON i ja, tom I, nr 796 – tu można czytać online: http://www.objawienia.pl/gabriela/gabriela-spis.html

 
Zobacz także
ks. Edward Staniek
Dwanaście lat cierpienia. Szereg spotkań z różnymi lekarzami i całe mienie wydane na lekarstwa. Wszystkie zabiegi okazały się bezowocne. Lekarze nie pomogli. Pacjentka czuła się coraz gorzej. Jakże łatwo w tej nieszczęśliwej kobiecie z Ewangelii może rozpoznać siebie każdy, kto został dotknięty nieuleczalną chorobą...
 
Ks. Mariusz Pohl
Ciekawe, że to, co w dziedzinie ekonomii – także tej praktycznej, „domowej” – jest dla nas zupełnie oczywiste, w dziedzinie duchowej, moralnej czy religijnej, sprawia nam wiele trudności. Chodzi mianowicie o planowanie. Podejmując jakąkolwiek inwestycję, nową pracę, wydatek, zadanie do wykonania czy zwykłe zakupy, wiele czasu poświęcamy na przemyślenie, kalkulację i żmudne obliczenia: starczy czy nie starczy, opłaci się czy nie? Po prostu, zmusza nas do tego samo życie.
 
ks. Tadeusz Kwitowski

Mówiąc o głoszeniu Ewangelii nie należy od razu kojarzyć tego z nieustannym mówieniem o Panu Bogu. „Ewangelia” to Dobra Nowina dla człowieka, czyli również dobro, życzliwość, radość, miłosierdzie, miłość, nadzieja, pokój – wyrażone w słowach, które niosą prawdę o Bogu, choć nie wymieniają Go z imienia. Taką „Ewangelię” usłyszał ów pogański kapłan z pustyni (wspomniany w poprzednim rozwazaniu). Takie też orędzie poznał dowódca rzymski, który teraz pragnie podzielić się z nami swoim doświadczeniem prostej modlitwy...

 
___________________
 
 reklama