logo
Sobota, 23 października 2021 r.
imieniny:
Edwarda, Marleny, Seweryna, Jana Kapistrana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Jacek Poznański SJ
Odnaleźć Trójcę Świętą w sobie
Posłaniec
 


Niekiedy uważano, że nauka o Trójcy Świętej jest tak wzniosła, iż nie ma nic wspólnego z życiem konkretnego człowieka i społeczeństwa. Choć to przecież fundament i wyróżnik chrześcijaństwa, to jednak długo trudno było przełożyć tę naukę na praktyczne konsekwencje.
 
Szukając odpowiedzi na pytanie, co w życiu powinien zmieniać fakt, że Bóg jest Trójjedyny, trzeba wyjść od doświadczenia. Odnaleźć Trójcę Świętą w sobie. Już św. Augustyn oraz inni Ojcowie Kościoła, poszukiwali w stworzeniu, a szczególnie w człowieku tzw. śladów Trójcy, vestigia trinitatis in creatura. Św. Augustyn mówił, że tym, co jest obrazem Trójcy w człowieku, są jego trzy władze: rozum, wola, pamięć. Były też inne teorie na ten temat. Jak dzisiaj, po wiekach teologicznej refleksji, można by próbować odnaleźć Trójcę w sobie i co to nam daje?
 
Jedyna w swoim rodzaju wspólnota
 
W dzisiejszej teologii podkreśla się, że Trójca Święta to wspólnota Bożych Osób. Jest to wspólnota szczególnego rodzaju, bo stanowi ścisłą jedność w różnorodności, w której Osoby całkowicie dają siebie innym i są całkowicie przyjęte. Sytuacja niemożliwa do osiągnięcia przez ludzi. Jedność ta powstaje dzięki perychorezie, wzajemnemu przenikaniu się, dogłębnej komunikacji Bożych Osób – prawdziwej Miłości. Czy można jakoś w sobie odnaleźć echo takiej Wspólnoty?
 
Echo takie musi się w nas nieść. I niesie się. Jesteśmy stworzeni przez Trójcę. W Księdze Rodzaju czytamy: Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (1, 27). Stworzenie “dwujedynego” człowieka było pierwszym czynem Trójjedynego Boga! Czyn Boga odpowiada więc wspólnotowej naturze Boga. Można przypuszczać, że ów czyn zostawił jeszcze coś więcej w człowieku. Nie tylko różność, ale i jedność.
 
Śladem pozostawionym przez Trójjedynego w człowieku jest fundamentalne pragnienie dogłębnej komunikacji, tworzenia wspólnoty i jedności. To jest fakt doświadczany przez każdego z nas. Nasza struktura psychiczna, duchowa i cielesna – wszystko dąży do tego, by stworzyć wspólnotę z drugim człowiekiem i z innymi ludźmi. Gdy dwoje radykalnie odmiennych osób, mężczyzna i kobieta, budują komunikację, to zaraz otwierają się na kolejną osobę, na dziecko. To jest jakby wzorcowy przykład egzystencjalnej sytuacji człowieka przenikniętego wspólnotowością.

Echa Boga w nas
 
Pewna osoba po wielu trudnych i bolesnych poszukiwaniach tego, kim naprawdę jest, tak wyraziła swoje najważniejsze odkrycie: Chodzi mi chyba o to, aby ktoś mnie głęboko czuł i abym ja wzajemnie tego kogoś głęboko czuła. Zdanie wydobyte z samej głębi serca, odnalezione na jego dnie! Tam zamieszkuje w nas Trójjedyny. W Nim jest właśnie coś takiego: wzajemne głębokie przenikanie i czucie Trzech Osób, komunikacja i porozumienie. A my, ludzie stworzeni na Boży obraz i podobieństwo, nosimy w sobie te pragnienia, są one naszą naturą. Pragniemy być wysłuchani, zrozumiani i przyjęci. Gdy dosłyszymy to w sobie, odkrywamy coś o Bogu. On także chce nas przenikać i pragnie, byśmy Go przenikali i czuli. I gdy po śmierci wprowadzi nas do swojego wewnętrznego życia, tak właśnie będzie.
 
Ale nieraz zdarza się, że w naszym sercu odkrywamy coś innego. Chcemy być jak Bóg, ale jak nietrynitarny Bóg. Oto inna osoba, także szukając prawdy o sobie, odkryła całkiem coś przeciwnego: Tkwi to we mnie jak drzazga, gdzieś w duszy: czuję, że w sercu ukryta jest wielka duma i pycha, i ta dręcząca chęć, by być jak Bóg, która nie wiem nawet skąd się bierze. To brzmi jak echo szatańskiej interpretacji śladu Boga w nas (por. Rdz 3, 5). Tak, niesie się w nas echo wielkiego zafałszowania Boga: pokusy do samotności, do zamknięcia, bycia jak bóg, który nikogo nie potrzebuje, jest samowystarczalny, nikt go nie może zranić lub zniszczyć.
 
Trójjedyny w nas to nadzieja
 
Jakiś czas później ta sama osoba pisze: Zrozumiałam, że patrzę na życie przez okulary zranienia, i że to sięga tak głęboko, że obwiniam Boga za stworzenie nas tak, że jesteśmy wzajemnie od siebie zależni. Ale również głęboko w sercu wiem, że jest we mnie miłość, życie, i wszystko od tego pochodzi, że ta miłość nie jest narzucona mi z góry jako nakaz, że ta miłość jest właściwie moją naturą, i że podążanie za nią, kreuje świat na nowo, życie i mnie na nowo. Jest w nas to zmaganie echa Trójjedynego Boga, który jest wspólnotą, i echa złego ducha, podsuwającego nam boga, który jest samotnością i izolacją. Dlatego wciąż na nowo potrzebujemy powracania na głębszy poziom serca, przedzierania się przez skorupy zranień, powierzchowność, pośpiech, by przypominać sobie, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Trójjedynego: dogłębnej komunikacji, przenikania i wspólnoty. Mamy wszystkie duchowe, psychiczne i cielesne dary, by je realizować. Potrzeba nasłuchiwania echa, natrafienia na ślad Boga w nas, by umocnić przekonanie, że na najbardziej pierwotnym poziomie jesteśmy stworzeni do komunikacji, oddania, przyjęcia i wspólnoty, i wszelkie trudności – zawiedziona miłość, poczucie odrzucenia, trudne relacje w rodzinie, nawet małżeńska zdrada czy rozwód – są możliwe do przezwyciężenia. Jesteśmy w stanie zacząć od początku mocą Trójcy Świętej, która zamieszkuje w nas i w innych.
 
 
ks. Jacek Poznański SJ 
 
Zobacz także
Fr. Justyn
Być może jestem przewrażliwiony na punkcie wolności, zwłaszcza w sprawach religijnych. Stad buntuje się, gdy słyszę słowa św. Pawła o poddaniu nas Bogu: "A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich" (l Kor 15, 28).
 
Joanna Jonderko-Bęczkowska
ilfrid Stinissen OCD porównuje życie takiego człowieka do kogoś, kto zamierza pływać na otwartej wodzie. Przyjemność z takiego pływania w dużej mierze zależy od pogody. Natomiast nurek wcale nie musi się przejmować tym, że pada deszcz albo wieje wiatr. Na głębinie wszędzie jest tak samo spokojnie.
 
ks. Edward Staniek
Paweł przybył do Koryntu po druzgocącej porażce, jaką poniósł na areopagu w Atenach. Sądził, że ewangeliczna mądrość zostanie przyjęta przez mędrców tego świata. Tymczasem jego przemówienie zakończone wyznaniem wiary w Zmartwychwstałego Jezusa skwitowano uśmiechem politowania.
 
___________________
 
 reklama