logo
Środa, 05 października 2022 r.
imieniny:
Flawii, Justyna, Rajmunda, Faustyny, Placyda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Krzysztof Grzywocz
Dramat odmawianych modlitw i kłopot z wiarą
Życie Duchowe
 


Poczekaj, aż skończę modlitwę

Pewien mężczyzna odmawiał modlitwę wieczorną. Podszedł do niego Pan Jezus i przyglądał mu się uważnie. „Może byśmy porozmawiali” - zaproponował. „Poczekaj, aż skończę modlitwę” - odpowiedział mężczyzna.
 
Historia brzmi być może humorystycznie, lecz kryje w sobie także ów dramat, który przenika życie wielu modlących się. Dlaczego moja modlitwa jest taka nużąca, dlaczego tak mało w niej pasji i zachwytu? Co zrobić, aby nie była tylko lękliwym obowiązkiem, który nie wystarczy, aby była źródłem siły, entuzjazmu i kreatywności? Co zrobić, aby - odmawiając modlitwę - nie odmówić spotkania?

Dramat odmawianych modlitw

Za dramatem odmawianych modlitw kryje się często kłopot z wiarą w Bożą obecność. Czy to możliwe, że Bóg tutaj, w moim świecie, mógłby się do mnie zwrócić? Może trzeba pojechać gdzieś daleko, na świętą górę Athos, do Fatimy albo na Jasną Górę? Czy Bóg nie wybiera szczególnych miejsc i odświętnego czasu, aby przemówić do ludzkości? A może potrzeba szczególnej ascezy, jak mozolnej tybetańskiej drogi, aby dotrzeć w rejony zamieszkiwane przez Boga i zadziwić Go swoją obecnością? Ale tutaj i teraz? Moja szara i nieprzygotowana codzienność: nieposprzątany pokój, chaotyczne myśli, niewyznane grzechy, włączony telewizor w sąsiednim pokoju, biegające dzieci. Teraz i tutaj? Gdzieś słyszałem o drzwiach, przy których On stoi i kołacze, ale pewnie należy rozumieć to symbolicznie i poetycko.

Kiedyś, pośród wydarzeń codziennego życia, kobieta przy studni usłyszała słowa: Daj Mi pić! (J 4, 7). Człowiek imieniem Zacheusz nawet się nie spostrzegł i siedział z Nim przy własnym stole (por. Lk 19, 1-10). Chrystus wszedł w zawikłany świat Piłata i rozmawiał z nim (por. J 18, 28 -J 19, 16). Rozpoznała Go Teresa z Lisieux i Faustyna Kowalska. Studentka polonistyki poznała Go na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

Pełne są niebiosa i ziemia

Inkarnacyjna tendencja Ducha Świętego nie zakończyła się w dniu zwiastowania czy w betlejemską noc. To, co jest tak zadziwiające w wydarzeniu chrześcijaństwa, to doświadczenie niepojętej bliskości Boga: „Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej” (Sanctus).

Norwidowskie przekonanie „przez wszystko do mnie przemawiałeś Panie” pozostaje jednym ze śladów tego doświadczenia, które kształtuje tożsamość ludzi wiary.

Z drugiej jednak strony, człowiek nie może zagwarantować sobie prawa do bezbłędnego odczytywania Jego obecności. Nie ma klucza, dzięki któremu mógłby bezbłędnie powiedzieć: „Oto tu albo tam”. Już w XVI wieku przestrzegał św. Jan od Krzyża: „Toteż dziwię się wielce, że spotyka się jeszcze dzisiaj dusze nie posiadające za cztery grosze rozwagi, które posłyszawszy w chwilach skupienia jakieś słowa, uważają je wszystkie za słowa Boże. Twierdzą, że tak jest i mówią: «Bóg mi to powiedział», «Bóg mi dał taką odpowiedź». Najczęściej oczywiście nie są to słowa Boże, lecz ich własne odpowiedzi”.

To nie człowiek wyobraża i kreuje sobie obecność Boga pośrodku życia, lecz to On decyduje, kiedy i poprzez jaki „instrument” zagra człowiekowi swoją „pieśń nad pieśniami”. Czyni to „wielokrotnie i na różne sposoby”, ale to On wybrał Betlejem, to On przemówił do kobiety cudzołożnej i do Szawła, to On mówi poprzez kazanie wiejskiego proboszcza, Godzinki, popołudniowe nabożeństwo, uniesioną ponad twarzą księdza Hostię, umorusanego chłopca, cierpiącego przyjaciela.

 
1 2  następna
Zobacz także
Radosław Molenda
Nazywany spowiedzią, sakramentem przebaczenia, nawrócenia, pozostaje wciąż bardziej propozycją i przykrym wymogiem niż integralnym elementem naszego życia chrześcijańskiego. Tymczasem potrzebujemy go jako doświadczenia Bożego miłosierdzia. Kończy się Wielki Post. Ale zawsze jest dobry moment, aby żałować za swoje grzechy... 
 
Beata Polak, Weronika Gurdek
Współpraca była trudna, bo uderzała w nasze relacje małżeńskie, rodzinne. Bo jak pracujesz z rodziną, to nie da się na "trzy-cztery", przejść od spraw zawodowych do normalnych i odwrotnie. Powiesz prawdę w kwestiach muzycznych, która boli, to potem wszystko przenosi się na grunt rodzinny. Człowiekowi trudno przyjąć krytykę i żyć z tym, jakby nic się nie stało. Nosimy w sobie wiele zranień...
 
o. Bernard Sawicki OSB
Rozważając pojęcia miary, wartości i ilości szukamy ich istoty – wspólnego mianownika, punktu wyjścia, który pozwoliłby na ich wyraźne zdefiniowanie i zarazem rozróżnienie. Mniej lub bardziej świadomie odczuwamy pokrewieństwo tych terminów. Jest nim w pewnym sensie pojęcie miary. Tak wartość, jak ilość i wielkość są kategoriami mierzenia, policzalności. Wiemy jednak, że mają też znaczenie ponad tę kategorię wykraczające.
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm