logo
Poniedziałek, 24 listopada 2014 r.
imieniny:
Emmy, Flory, Romana, Andrzeja, Protazego, Chryzogona – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Paolo Curtaz
Ostatnie TAK. Bóg, który umiera samotny jak pies
Wydawnictwo Salwator
 


Książka Paola Curtaza "Ostatnie tak" to jak porywająca podróż przez ostatnie godziny życia Jezusa. Opowiedziana z uwzględnieniem oczekiwań współczesnego czytelnika. Barwny, żywy styl czyni z rozważań niemalże thriller, w którym autor nie tylko znakomicie charakteryzuje wszystkich zamieszanych w to najgłośniejsze zabójstwo w dziejach świata, jakim było ukrzyżowanie Jezusa, ale również ukazuje jego tło, motywacje, okoliczności...

Wydawca: Salwator
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7580-280-1
Format: 145x205
Stron: 364
Rodzaj okładki: Miękka
Kup tą książkę
 


 

dzień 6:
Idźcie do pewnego człowieka

 

W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowywano Paschę, zapytali Jezusa Jego uczniowie: "Gdzie chcesz, żebyśmy przygotowali Ci spożywanie Paschy?". I posłał dwóch spośród swoich uczniów z tym poleceniem: "Idźcie do miasta, a spotka was człowiek niosący dzban wody. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiedzcie gospodarzowi: Nauczyciel pyta: Gdzie jest dla Mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami? On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujecie dla nas". Uczniowie wybrali się i przyszli do miasta, a tam znaleźli [wszystko], tak jak im powiedział, i przygotowali Paschę

(Mk 14, 12-16)
 

Baranka paschalnego należy spożyć wewnątrz murów miasta, pielgrzymom wolno zjeść go na zewnątrz, zważywszy na liczbę osób przybyłych do Jerozolimy.

Chodzi o znalezienie odpowiedniej sali, gotowego pomieszczenia, tak jak jeszcze dzisiaj w każdym żydowskim hotelu w Izraelu znajdziecie pokoje przygotowane specjalnie do obchodzenia Paschy.

Jezus posyła dwóch uczniów i powierza im zadanie skontaktowania się z pewnym człowiekiem, którego znają.

Kim on jest?

Niektórzy autorzy sugerują nawet, że wielka, przystrojona sala należy do któregoś z uczniów Jezusa, najwyraźniej z klasy kapłańskiej, mieszkającego w świętym mieście.

Być może nawet chodzi o Jana Ewangelistę, w przeszłości utożsamianego z Janem Apostołem.

Uznanie, że Jan Ewangelista nie jest Janem Apostołem, bratem Jakuba, nazywanego Boanerges, wyjaśniałoby wiele rzeczy.

To, że akcja jego Ewangelii rozgrywa się niemal wyłącznie w Jerozolimie, co wskazywałoby, iż pochodzi on z miasta, a nie z Galilei jak apostoł; to, że nie mówi ani słowa o wydarzeniach, w których uczestniczą Piotr, Jakub i Jan, o czym informują nas synoptycy; jego nadzwyczajną znajomość Pisma, obecność w prologu kilku tematów występujących w refleksji rabinicznej, które czynią z niego nie rybaka, ale raczej uczonego w Prawie; łatwość, z jaką wchodzi do domu arcykapłana Annasza i wprowadza do niego Piotra (J 18, 15-16); przede wszystkim jednak to, że czwarty ewangelista nie utożsamia się wcale z apostołem Janem – wszystko to wzmacnia tezę, że Jan Ewangelista nie jest Janem Apostołem.

Jego obecność u boku Jezusa w czasie wieczerzy, najbliżej Piotra, można łatwo uzasadnić, jeśli jest on właścicielem domu, który ich gości.
Czy jest to dom Jana Ewangelisty, kapłana świątyni?
Możliwe. Podoba mi się taka myśl i istnieją pewne przesłanki podtrzymujące tę tezę.

Bardzo lubię wersję Mateusza, w której uczniowie mówią do wyznaczonej osoby:

Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami (Mt 26, 18).

Dlaczego żaden z ewangelistów nie pamięta imienia właściciela wspaniałej, przystrojonej sali na górze, która stanie się także schronieniem dla apostołów po ukrzyżowaniu i być może również miejscem przeżycia Pięćdziesiątnicy? Ponieważ jest to miejsce ważne, zasadnicze, znane pierwotnej wspólnocie!

Chyba raczej dlatego, że to szczegół bez znaczenia – zauważają inni.

Ośmielę się wysunąć inną hipotezę: jeśli naprawdę jest to sala kapłana i tym kapłanem jest ewangelista Jan, to prawdopodobnie nie było wskazane ujawnianie jego tożsamości.

A może dlatego, że zachęta do przygotowania sali na górze jest skierowana do każdego z nas, do każdego ucznia.

Jezus pragnie obchodzić Paschę u każdego z nas, w naszym życiu, w naszej wewnętrznej izbie.

Wiara nie jest wydarzeniem, które nas tylko muska, stoi gdzieś obok nas, w które jesteśmy zaangażowani part-time; nie jest wydarzeniem związanym ze świętami obowiązkowymi i niedzielą, nie jest czymś, po co sięgamy, gdy się może przydać.

Skończył się czas, w którym Bóg tajemniczo ukrywał się gdzie indziej. On jest obecny w codzienności, można Go spotkać, rozpoznać, mieć do Niego dostęp. Więcej: On ujawnia swoje pragnienie bycia z nami, bycia ze mną.

Czy w naszym życiu mamy przystrojoną salę, w której moglibyśmy przyjąć Pana?
Jakieś miejsce, czas, postawę, które pozwoliłyby Mu ofiarować dar ze swojego życia?
Może to być czas codziennej modlitwy, corocznych rekolekcji w jakimś centrum duchowości, zwyczaj rozważania Słowa…

Wielkim dramatem naszych czasów jest to, że skarżymy się na nieobecność Boga. Ale nie pozwalamy Mu się znaleźć. Bóg włącza nas w swoje dzieło, staje się naszym gościem, daje się całkowicie.

Pozwólmy Mu, aby nas spotkał.


Zobacz także
Natalia Podosek
Jak patrzysz na obraz Serca Jezusa, co Ci przychodzi do głowy, co czujesz? Pomyśl przez chwilę... Jezus pokazuje swoje serce... to przecież jakieś takie niemęskie, niewspółczesne, takie trochę mdłe i przesłodzone. Przechodzimy koło niego, jak kolejnego kiczu sztuki sakralnej. A tutaj kryje się coś o tysiąckroć ważniejszego niż większe czy mniejsze arcydzieło malarskie.
 
Izabela Drobotowicz-Orkisz
Weszłam do rozmównicy ostatnia. Moje koleżanki aktorki siedziały spięte po świeckiej stronie kraty, a za kratą – około dwudziestu "pingwinów" z ogniem w oczach. Pomyślałam: "Hm, a gdzie jest ich wolność?!". Gdzie jest wolność człowieka jako osoby, podkreślana przez wszystkie kulturowe prądy płynące do nas z Zachodu?
 
Elżbieta Wiater

Żeby zrozumieć to, co Biblia mówi o chlebie i winie, trzeba mieć za sobą dwa doświadczenia egzystencjalne, a mianowicie doświadczenie głodu i doświadczenie smutku. Dla nas chleb to złoty lub brązowy bochen, z którego odcinamy po kromce, kiedy mamy ochotę na kanapkę. Chleb, który łamał Jezus, wyglądał inaczej. Był to placek upieczony z jęczmiennej mąki, niekwaszony, przypominający bardziej nasze podpłomyki. Zwykle chleb pieczono na zakwasie, jednak Ostatnia Wieczerza była ucztą paschalną, stąd brak kwasu w pieczywie.

 


reklama