Owocem otwarcia człowieka na Ducha Świętego jest wzrastanie w świętości. Duch Prawdy i Miłości uwalnia nas od wszystkiego, co nie jest w nas Boże i co przeszkadza nam kochać. To Duch, który czyni nas podobnymi do Boga, czyli świętymi.
Pragnieniem Boga wobec każdego z nas jest to, żebyśmy stawali się świętymi, podobnie jak On jest święty. Wiemy o tym, a mimo to niewielu uczniów Jezusa pragnienie świętości stawia na pierwszym miejscu wśród swoich ideałów i aspiracji. Dzieje się tak najczęściej wtedy, gdy mamy błędne wyobrażenia na temat tego, co oznacza świętość.
Niektórzy mylą świętość z doskonałością, a w konsekwencji są przekonani, że świętość jest dla nich nieosiągalna. Kto popełnia ten błąd, myśli, że powinien być jak Bóg, natomiast człowiek, który dąży do świętości, pragnie naśladować Boga. Pragnie kochać Boga, samego siebie i bliźniego dojrzałą miłością, mimo że pozostaje niedoskonały w sferze cielesnej, emocjonalnej, intelektualnej, moralnej czy społecznej. Dobrze, że świętość mylona z doskonałością czy perfekcjonizmem nie pociąga, bo taka „świętość” nie jest naszym powołaniem.
Błąd drugi polega na myleniu świętości z cierpiętnictwem, z koniecznością dźwigania niezawinionego krzyża, z nadstawianiem drugiego policzka, z rezygnacją z radości życia. W tej wersji święty jawi się jako dziwak albo dewot, który nie wychodzi z kościoła i ciągle się umartwia.
Najpiękniejsza normalność
Biblia ukazuje świętość jako najpiękniejszą normalność, opartą na respektowaniu norm Ewangelii i naśladowaniu Jezusa. Syn Boży w ludzkiej naturze wszystkim czynił dobrze. Swoją mocą, mądrością i dobrocią przemieniał tych, których spotykał. Ludzie szlachetni fascynowali się Jego słowami i czynami, a ludzie przewrotni wpadali w popłoch w Jego obliczu. Świętość Chrystusa nie odstrasza, lecz zdumiewa i pociąga.
Bóg stworzył nas z samego siebie. Tchnął w nas siebie. Stwórca dosłownie wychodzi z siebie i staje się człowiekiem po to, żeby każdy z nas stawał się większym od samego siebie. Podstawowym problemem wielu współczesnych ludzi nie jest to, że trudno im odkryć powołanie szczegółowe – do małżeństwa, kapłaństwa czy życia konsekrowanego – lecz to, że nie realizują oni podstawowego powołania, czyli powołania do stawania się człowiekiem świętym.
Dorastanie do świętości nie jest czymś spontanicznym. Naszą sytuację na ziemi symbolizują dwie opowieści biblijne: historia Józefa sprzedanego przez braci do Egiptu oraz historia syna marnotrawnego, który opuszcza kochającego go ojca.
Józef, szlachetny syn Jakuba, jest zagrożony z zewnątrz. Bracia zazdroszczą mu i chcą go skrzywdzić. Wielu młodych znajduje się obecnie w podobnej sytuacji. Są krzywdzeni przez rodziców w kryzysie czy niekompetentnych wychowawców, którzy ulegają mitom o spontanicznej samorealizacji, prawach bez obowiązków czy wychowaniu bez stresów. Młodzi bywają krzywdzeni przez przewrotnych dorosłych, którzy pragną wzbogacić się ich kosztem, wprowadzając ich w różnego rodzaju nałogi i uzależnienia.
Historia syna marnotrawnego potwierdza, że człowiek zagrożony jest nie tylko przez innych ludzi, lecz nawet przez samego siebie. Potrafi krzywdzić samego siebie, zrezygnować z własnych pragnień i aspiracji. Może tak błędnie postępować, że utraci miłość, prawdę, zdrowie, radość życia, nadzieję na przyszłość.
Po grzechu pierworodnym każdy z nas jest wewnętrznie zraniony. Łatwiej wybierać drogę przekleństwa i śmierci, niż drogę błogosławieństwa i życia. Łatwiej kierować się demokracją czy tolerancją, niż miłością i prawdą. W tej sytuacji dorastać do świętości są w stanie ci, którzy stawiają sobie twarde wymagania i we wszystkim słuchają Boga. Człowiek, który nie dostrzega swoich ograniczeń, nigdy ich nie pokona, a ten, kto nie dostrzega swojej wielkości, nie stanie się świętym.
Myśleć jak Chrystus
Człowiek dorastający do świętości to ktoś, kto mówi sobie prawdę na własny temat. Nie ulega pokusie oszukiwania samego siebie. Nie myśli w sposób magiczny, życzeniowy czy selektywny. Obserwuje rzeczywistość i wyciąga z niej logiczne wnioski. Czuwa nad swoim myśleniem, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że może używać myślenia w nierozumny sposób. Przykładem są alkoholicy i narkomanii. Niektórzy z nich tak długo oszukują samych siebie, że z tego powodu umierają.
Najgroźniejszym oszustwem, jakiemu może ulec człowiek, jest przekonanie, że istnieje łatwe szczęście, osiągnięte bez wysiłku, bez dyscypliny, bez prawdy i miłości, bez przyjaźni z Bogiem, bez wiernej i ofiarnej miłości. Gdyby takie łatwe szczęście istniało, wszyscy byliby szczęśliwi. Nie byłoby ani jednego człowieka uzależnionego, chorego psychicznie czy zrozpaczonego. Kto myśli mądrze, jak Chrystus, ten wie, że ma do wyboru: szukanie trudnego szczęścia – lub wchodzenie na początkowo przyjemną drogę, która prowadzi do nieszczęścia.
Świętość to nie tylko szczyt mądrości, lecz także szczyt dobroci. Jej sprawdzianem jest dorastanie do mądrej miłości. Taka miłość to coś znacznie więcej niż uczucia czy zakochanie. Miłość, jakiej uczy Chrystus, to decyzja, by troszczyć się o dobro bliźniego. Kochać to tak być obecnym w życiu drugiego człowieka, by stawał się najbardziej Bożą wersją samego siebie. Miłość jest troską o los drugiego człowieka, a nie szukaniem dobrego nastroju. Troska ta wyraża się poprzez takie słowa i czyny, które są dostosowane do sytuacji i zachowania drugiej osoby. Za pomocą innych słów i czynów wyrażamy miłość wobec dziecka i wobec dorosłego. Inaczej postępujemy wobec ludzi wrażliwych i szlachetnych, a inaczej wobec egoistów czy przewrotnych.
Dorastać do świętości są w stanie ci,
którzy stawiają sobie twarde wymagania
i we wszystkim słuchają Boga.
W dojrzałej miłości obowiązuje zasada: to, czy cię kocham, zależy ode mnie, lecz to, w jaki sposób wyrażam miłość, zależy od ciebie i od twojego sposobu postępowania. Miłość nie ma nic wspólnego z naiwnością i dlatego obowiązuje tu jeszcze inna ważna zasada: to, że cię kocham, nie daje ci prawa, byś mnie krzywdził. Powyższe zasady potwierdza Chrystus, który w różny sposób okazywał ludziom miłość, w zależności od ich sposobu postępowania. Tych, którzy byli dobrej woli, uzdrawiał, rozgrzeszał, przytulał, stawiał za wzór, bronił przed krzywdą. Natomiast tych, którzy byli zatwardziali w złu, upominał, wzywał do nawrócenia, a od niektórych odwracał się i odchodził. Święty to ktoś, kto naśladuje taką właśnie mądrą miłość.
Cechy człowieka świętego
Świętość rodzi się z miłości. „Miłość jest duszą świętości” (KKK 826). Święty to ktoś, kto odkrył, że jest kochany przez Boga bezwarunkowo i nieodwołalnie. I że z Jego pomocą może kochać jak Jezus. Święty uzgadnia z Bogiem wspólne pragnienia i cierpi z powodu tego, że kocha za mało. Wie, że nie jest powołany do naśladowania największych nawet świętych, lecz do naśladowania Jezusa, gdyż nikt z nas nie został stworzony na obraz i podobieństwo człowieka – choćby najbardziej niezwykłego – lecz na obraz i podobieństwo samego Boga. Kto pragnie świętości, ten cieszy się ze świętych, bo oni upewniają nas, że z pomocą Boga człowiek może stać się naprawdę do Boga podobny. Wie, że święci wspierają nas modlitwą i inspirują heroiczną miłością, Jednak zdaje sobie również sprawę, że żaden święty nie jest absolutnym ideałem. Takim ideałem jest wyłącznie Chrystus. Im bardziej ktoś z nas staje się święty, tym bardziej staje się podobny do Jezusa – na swój niepowtarzalny sposób i według swoich niepowtarzalnych uzdolnień.
Święty żyje prawdą o sobie. Używa myślenia po to, by obserwować własne postępowanie i weryfikować, na ile zgodne jest ono z Ewangelią. Promieniuje Bożą miłością. Ufa Bogu bardziej, niż sobie. Staje się wyjątkowo piękny w swoim sposobie przeżywania i wyrażania człowieczeństwa. Świętość zaczyna się od wrażliwości na piękno. Właśnie dlatego Maryja, najświętsza w historii ludzkości, jest nazywana tota pulchra, czyli „cała piękna”.
Radość świętości
Święty to nie cierpiętnik, lecz ktoś podobny do Jezusa, który jest radością i przyszedł po to, aby Jego radość była w nas i aby nasza radość była pełna (por. J 15,11). Święty wie, że nawet jeśli czasem płacze czy jest prześladowany, to pozostaje na drodze błogosławieństwa i świętości, jeśli tylko kocha. Święty jest stanowczy w miłości. Podobnie jak Jezus, umacnia ludzi szlachetnych, niepokoi błądzących, roztropnie broni się przed krzywdzicielami, demaskuje ludzi faryzejskich, a zażyłą przyjaźń buduje z tymi, którzy – jak Piotr – kochają bardziej niż inni.
Święty to ktoś, kim fascynują się ludzie dobrej woli i kogo chcieliby zabić ludzie przewrotni. To ktoś czysty i dobry jak gołębica, a jednocześnie mądry i sprytny jak wąż. To ktoś mądrzejszy i sprytniejszy w czynieniu dobra i w komunikowaniu miłości, niż ludzie przewrotni sprytni są w czynieniu zła i w komunikowaniu kłamstwa.
W każdej sytuacji święty potrafi kochać i respektować Dekalog. Jego miłość nie ma nic wspólnego z rozpieszczaniem, tolerowaniem zła czy naiwnym miłosierdziem, gdyż wie on, że kochane przez niego osoby nie staną się szczęśliwe dopóty, dopóki się nie nawrócą i same nie zaczną kochać. Święty to Boży mocarz, którego można zabić, ale którego nie można zastraszyć, złamać ani pokonać. To ktoś, kto swoim życiem doczesnym oraz swoim sposobem przechodzenia do wieczności potwierdza, że człowieka świętego nic i nikt nie może odłączyć od miłości Chrystusa (por. Rz 8, 35).
ks. Marek Dziewiecki
Idziemy nr 20/2018
___________________