“Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który miał Go wydać: „Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?”. Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano. Na to Jezus powiedział: „Zostaw ją! Przechowała to, aby [Mnie namaścić] na dzień mojego pogrzebu” (J 12, 1-11).
Św. Jan słynie w swojej Ewangelii z kontrastów i przeciwieństw. W centrum dzisiejszej sceny pozostaje oczywiście Jezus, dla którego wystawiono ucztę. Ale akcja osnuta jest również wokół dwóch przeciwstawionych sobie postaci: Marii, siostry Marty i Łazarza, oraz Judasza Iskarioty. Ewangelista zamierza przedstawić wzorzec “idealnej” uczennicy i negatywny przykład ucznia, który nie rozumie nauki Jezusa.
Spójrzmy najpierw na Marię. U św. Łukasza Maria, w przeciwieństwie do zabieganej Marty, słucha Mistrza, co wkrótce wydaje owoce. Namaszczenie olejkiem jest aktem wielkiej miłości i wielkoduszności Marii, który Jezus docenia i pochwala. Ta scena jest jednak preludium do tego, co nastąpi za parę dni w Wieczerniku. Otarcie nóg Jezusa zapowiada umycie nóg uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy. Wylanie pachnącego olejku na stopy Chrystusa ma związek nie tylko z Jego śmiercią i pogrzebem, lecz z istotą Jego przesłania. Maria wykazuje głębsze zrozumienie misji Jezusa. Wie, co powinna była uczynić bez Jego wyraźnego polecenia. Milczący gest prawdziwej szlachetności wyraża więcej, niż najpiękniejsze słowa.
W Wielki Czwartek, Jezus symbolicznym znakiem obmycia stóp zaprosi apostołów do naśladowania Go w podobnych gestach miłości względem siebie nawzajem. Maria poprzedziła Chrystusa innym znaczącym znakiem. Dom Łazarza napełnił się wonią olejku. Ojcowie Kościoła tłumaczą, że wszyscy poczuli zapach miłości. Klasyczna sentencja wyraża tę prawdę w formule: Bonum est diffusivum sui. Dobro emanuje samo z siebie i rozchodzi się na wszystkie strony. Miłość musi być przekazywana. Tylko w ten sposób można zbudować wspólnotę i zachować jedność.
Judasz jest z kolei zaprzeczeniem prawdziwego ucznia. Czy jedynie z powodu zbulwersowania na widok roztrwonionego olejku? Wydaje się, że nie. W podobnej scenie w Ewangelii św. Łukasza wszyscy “uczniowie oburzali się, mówiąc: “Na co to marnotrawstwo?” (Mt 26, 8). Czy więc z powodu zdrady? Św. Jan sugeruje, że problem zaczął się dużo wcześniej. Ewangelista nazywa Judasza złodziejem, który wykradał to, co zebrano. Po drugie, nie dbał o biednych. Greckie słowo kleptes – “złodziej” pojawia się w Ewangelii św. Jana jeszcze raz w kontekście obrazu Dobrego Pasterza. Złodziej wdziera się do owczarni nie przez bramę, czyli Chrystusa, lecz innym wejściem (Por. J 10, 1). “Przychodzi, aby kraść, zabijać i niszczyć” (J 10, 10). To bardzo ostre słowa. Z pewnością trudno przypuszczać, aby Judasz znalazł się w gronie uczniów podstępem. Został wybrany przez Jezusa. Św. Janowi chodzi raczej o coś innego. Złodziejowi nie zależy na dobru owiec, czyli całej wspólnoty, bo nie czuje się z nią w pełni związany. Zamiast poświęcać swoje życie dla innych, ograbia ich z tego, co najcenniejsze.
Judasz przywłaszczając sobie pokątnie pieniądze z trzosa, wykraczał przeciwko wspólnocie. Rozbijał ją w ten sposób od samego środka. W tym sensie, zanim ostatecznie zdradził Chrystusa, już wcześniej oszukiwał swoich braci. Skoncentrowany na sobie, “nie dba o biednych”, czyli o innych. Dlatego nie pojmuje dziwnego zachowania Marii. Często “widzimy rzeczy nie takimi, jakimi są, lecz w taki sposób, w jaki my jesteśmy” (H.M.Tomlinson). Jeśli kieruje nami uprzedzenie wobec konkretnej osoby, naszym zdaniem nie można się po niej spodziewać niczego dobrego. Z kolei jeśli jakąś osobę nadmiernie idealizujemy, wpatrując się w nią jak w obrazek, nie potrafimy przyjąć do wiadomości, aby ta osoba mogła uczynić coś złego.
Biorąc to pod uwagę, nie dziwi, dlaczego Judasz nazwał akt wielkiej miłości marnotrawstwem. Jeśli poszukuje się tylko swoich pożytków, każdy gest miłości jest stratą. Im większa ofiara, tym większy uszczerbek. Podczas, gdy dobro promieniuje i przelewa się na innych, egoizm działa dokładnie na odwrót: wszystko przyciąga do siebie, skupia człowieka wokół własnego ja i nie potrzebuje żadnej motywacji do działania. Jednakże nie sposób wówczas stworzyć jakiejkolwiek wspólnoty. Judasz reprezentuje specyficzną postawę, obecną w każdym człowieku, który nie został jeszcze przemieniony przez miłość.
Czasami z ludzkiego serca powoli wyłania się coś, co każe mu być bardziej “szlachetnym” i boskim, niż sam Bóg. Kiedy ta myśl dojrzeje, nagle człowiek pragnie zbawić cały świat. Często zaczyna się od zauważenia jakiegoś braku i od próby przeciwdziałania. Wielu wybitnych i wrażliwych ludzi ostatecznie popadło w skrajny radykalizm, czy moralizm, zaczynając właśnie od „dobrych” idei. Tertulian bolał nad upadkiem życia moralnego wśród chrześcijan, chciał reform oraz zaostrzenia dyscypliny, lecz skończył w sekcie montanistów, która potępiała życie małżeńskie i cielesność jako zarodek zła. Jest wielką tajemnicą ludzkiego serca, w jaki sposób dobre pragnienia zamieniają się w zawoalowaną formę egoizmu.
W „szlachetności” często liczy się sama idea. Stopniowo oddala się ona od rzeczywistości. Pozór dobra często zagnieżdża się w skonfundowanym umyśle, w rozczarowaniu rzeczywistością, w niemożności przyjęcia granic i słabości, w próbie narzucenia swojej wizji innym, bez uwzględniania ich możliwości i ograniczeń. Judasz prawdopodobnie inaczej wyobrażał sobie Mesjasza. Zamiast słabego i małoskutecznego cieśli z Nazaretu, pielęgnował w sercu wizję triumfalistycznego wodza. Pomimo bliskości z Jezusem nie potrafił przekroczyć własnych oczekiwań.
Na koniec chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na drobny szczegół, który uderzył mnie w tej scenie. Zanim Jezus udzielił bardzo osobistych wyjaśnień apostołom w Wieczerniku, to właśnie Maria-kobieta zrozumiała sam rdzeń przesłania Mistrza, być może bardziej, niż uczniowie-mężczyźni. Ciekawe, że kobiety zajmują w Ewangelii św. Jana szczególne miejsce. Maryja “przekonuje” Jezusa do uczynienia pierwszego znaku w Kanie. Samarytance objawione są głęboko prawdy, po czym sama udaje się do miasta i opowiada wszystkim o Mesjaszu. Maria Magdalena pierwsza widzi Zmartwychwstałego i ogłasza pozostałym radosną wieść. Marta wyznaje wiarę w Chrystusa przed wskrzeszeniem Łazarza. Pod krzyżem również stoją trzy kobiety. Wydaje się, jakby św. Jan chciał przekonać czytelnika, że kobiety łatwiej rozpoznają, kim jest Jezus i na czym polega bycie chrześcijaninem. Nie można tego stwierdzić o mężczyznach. Pewny siebie Natanael, Nikodem, który nie rozumie, o co chodzi Jezusowi z powtórnym narodzeniem. Zacietrzewieni faryzeusze i arcykapłani. Śpiący uczniowie w Ogrójcu. Piotr wypierający się Jezusa przed oddźwierną. W końcu sam Judasz.
Dariusz Piórkowski SJ
Wielki Poniedziałek, 6.04.2009
mateusz.pl
___________________