Czemu zwątpiłeś?...
19. Niedziela Zwykła, rok A
"Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie przyszedł do Jezusa.
Lecz na widok silnego wiatru uląkł się...” (Mt 14,29)
A. Przeczytać
Zaspokoiwszy rozmnożonym chlebem głód tysięcy ludzi, Jezus odesłał ich do domów, apostołów wysłał łodzią na drugi brzeg jeziora Genezaret, a sam pozostał długo w noc na tym pustynnym miejscu na modlitwie. Gdy jednak poranny (o czwartej straży nocnej, czyli między trzecią a szóstą rano) wicher uniemożliwiał uczniom dotarcie do brzegu, krocząc na skróty, po tafli jeziora, przyszedł do łodzi, by ich wesprzeć. W takich warunkach trudno z daleka rozpoznać postać, dopiero uspokoił ich głos Mistrza, który rozpoznaliby wszędzie. A Piotr, jak to Piotr. Owszem, potrafił zdradzić, ale jego reakcje są tak cudownie żywiołowe! Jak u każdego sangwinika. Wszystko! zawsze! nigdy! ja też chcę! No i chodził po jeziorze, bo chciał, bo uwierzył.
B. Przemyśleć
Tak, czasem nam się tak właśnie wydaje. Jezus każe nam przeprawić się na drugi brzeg i nie płynie z nami naszą łodzią. Może ten wicher nie był znów taki wielki, może nie było w rzeczywistości aż tak niebezpiecznie, ale jeśli kręcimy się w kółko i nie widać wyjścia, i nie wiadomo jak długo to potrwa i jak to wszystko się skończy - cóż dziwnego, że przychodzi strach. Tym większy, że nie ma obok Boga. I jeszcze to poczucie krzywdy: przecież to On kazał mi tu płynąć, posłał mnie w środek wichru, a sam został na brzegu. Tak, czasem tak właśnie nam się wydaje. I chociaż Bóg już idzie mi na ratunek, w tej mgle, w ciemności nocy, w wyjącym wichrze, gdy w głowie jedynie zamęt i strach, porywani przez fale nie rozpoznajemy Jego sylwetki. Nie wiemy, że jest już obok. Wydaje nam się, że tam, gdzie jest Bóg, musi być tylko cisza, tylko spokój, stałe nienaruszalne piękno, harmonia. I zapewne tak będzie wtedy, gdy odejdziemy ze świata, który zepsuliśmy własnym grzechem, do świata, w który wejdziemy oczyszczeni już ze wszystkiego, co było nie tak. Ale póki co, żyjemy w świecie zniszczonym przez grzech. Ludzki grzech. Chowanie się po kątach ze strachu, że wiatr rozwieje nam włosy i nie będziemy wyglądać tak jak to sobie wymarzyliśmy, ze strachu, że coś nam się może przytrafić - nie jest postawą dojrzałego człowieka.
Nawet tych, którzy skryli się za klasztorne mury, zdawałoby się, pod płaszcz Boga, dosięgają wichry. Za klasztorne mury nie chowa się przed światem, ale dla świata. Ograniczone bodźce zewnętrzne sprawiają, że wichry jakie smagają ludzkie serca, są dużo bardziej bolesne. Zamiast lęku przed bezrobociem i głodem czy troski o rodzinę, pojawiają się większe problemy duchowe, w których się jest o wiele bardziej samotnym i przerażonym.
Bo skoro już tak poraniliśmy ten świat swoim grzechem, każdy z nas musi kiedyś popłynąć do drugiego brzegu pośród nocy i wichru, w poczuciu, że jest sam. Trzeba się na to zgodzić. Czasem jest to wejście w świat polityki, która ciągle jednak wydaje nam się brudna i chyba trochę taka jest naprawdę. Czasem pójście tam, gdzie na co dzień patrzeć trzeba na głód, na ból i śmierć. Nie ma takiego miejsca, takiego wichru i burzy, w które chrześcijanin nie powinien wejść. Granicą jest tylko grzech. Dalej nie wolno, bo tam Boga nie ma naprawdę. We wszystkie inne miejsca chrześcijanin ma płynąć, tyle tylko, że każdemu z nas Bóg wskazuje inny brzeg. We wszystkie inne miejsca chrześcijanin ma płynąć, żeby wnieść w nie Boga, który przyjdzie po mnie, a któremu mam prostować ścieżki. Jeśli założymy, że są miejsca zbyt brudne, by przebywał tam chrześcijanin, pozwolimy, by były miejsca, do których Bóg nie ma dostępu. A przecież ważne jest tylko to, po co tam jesteśmy. Ważne jest to, by wierzyć, że Jezus mnie posłał - i przyjdzie, choćby po wodzie, żeby mi pomóc. Nam się często wydaje, że przychodzi trochę za późno, kiedy już wicher jest zbyt wielki, ale On zawsze zdąży, zawsze dąży na to, co dla nas jest najważniejsze. To tylko my nie zawsze wiemy, co jest najważniejsze dla nas.
Tak jest i w tych sprawach czysto zewnętrznych, w tych różnych misjach, do których Bóg nas przeznaczył, i tych wielkich, o których dowie się świat, i tych małych, które znają tylko nasze cztery ściany, a które wcale nie są mniej ważne dla Boga. Ale tak jest również w wewnętrznych sprawach, bo i tam wieją wichry. Kiedy spotykamy Boga, wierzymy Mu bez granic. Potrafimy uwierzyć tak mocno, że, jak Piotr, chcemy przejść po wodzie.
I pewnie moglibyśmy przejść, moglibyśmy być święci, gdyby nie przerażała ta nieziemskość sytuacji. Modlitwa - tak, ale na ludzką miarę, jakieś paciorkowe Ojczenasz. Msza święta - tak, jako obecność na uroczystości. Pielgrzymka - tak, jako wspólna wyprawa ze śpiewem na ustach. Dopóki czuję pod nogami dno łodzi, dopóki można się ludziom z tego wytłumaczyć, dopóki oni rozumieją. Ale kiedy pojawia się coś więcej, przeżycie, w którym niejako dotyka się Boga, w którym Bóg staje się bardziej realny niż człowiek stojący obok, może przyjść - pomimo tej ogromnej łaski spotkania - może przyjść załamanie wiary. I jak Piotr - chodząc po wodzie, uświadomimy sobie nagle z przerażeniem, że człowiek przecież nie chodzi po wodzie. Przestajemy wierzyć, że te spotkania były prawdziwe. Sami sobie przestajemy wierzyć. Bardzo szybko można wtedy utonąć.
Ale można, jak Piotr, zawołać: Panie, ratuj! Tak, Piotr stracił wiarę. Jezus jest dla niego bardzo surowy: czemu jesteś małej wiary? - spytał. Małej wiary? Czymże jest nasza wiara, skoro chodzenie po morzu Jezus nazywa małą wiarą? Tak, Piotr zwątpił. Ale wtedy, gdy stracił wiarę, o ratunek zwrócił się właśnie do Boga. Dopóki Boga wzywamy na pomoc, jeszcze wierzymy. Gdyby Piotr przestał wierzyć, krzyczałby o pomoc w stronę łodzi, do swoich bliskich.
C. Przemodlić
- Módlmy się, abyśmy stali się choć trochę podobni do Piotra, byśmy nie bali się zapragnąć rzeczy niemożliwych, które z Bogiem obok możliwymi się stają.
- Módlmy się jednak i o to, abyśmy, pragnąc i wierząc w „więcej”, pamiętali także ewangelię o kuszeniu Jezusa. Jezus nie skoczył ze skały, by komuś coś udowodnić, pokazać się. Ale szedł po jeziorze, gdy w wielkim wichrze uczniowie czekali na pomoc.
Bogumiła Szewczyk
bog-szew@wp.pl
***
Bóg pyta:
Czyż i wy chcecie odejść?
J 6, 67
***
KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu
Rozdział XXX. O TYM, ŻE TRZEBA WZYWAĆ POMOCY BOGA I UFAĆ JEGO ŁASCE
1. Synu, jam jest Pan, który doda ci siły w godzinie cierpienia Na 1,7. Przyjdź do mnie, gdy jest ci źle. Za późno zwracasz się ku modlitwie i w ten sposób utrudniasz dostęp do siebie Bożemu ukojeniu. Bo zanim poczniesz mnie błagać o pomoc, szukasz jej wszędzie i próbujesz znaleźć pociechę z zewnątrz.
Dlatego wszystko to niewiele ci pomaga, aż wreszcie przypomnisz sobie, że to ja jestem tym, który ocala ufających mi Ps 17(16),7, poza mną nie ma skutecznej pomocy ani zbawiennej rady, ani trwale działającego lęku Syr 36,1.
Lecz chociaż wtedy, gdy już przyjdziesz do siebie, gdy już będzie po burzy, nabieraj sił w blasku mojej miłości, bo jestem tuż Ps 119(118),151; Flp 4,5, mówi Pan, aby wszystko odbudować i nie tylko oddać ci w całości, ale jeszcze obficiej pomnożyć.
2. Czyż dla mnie istnieje coś trudnego Jr 32,27 albo czy to podobne do mnie, abym obiecał i nie spełnił obietnicy? Lb 23,19. Gdzież jest twoja wiara? Trwaj w wierze i wytrwałości. Bądź cierpliwy i dzielny, przyjdzie pociecha w swojej porze. Czekaj na mnie, oczekuj, przyjdę i uleczę cię Mt 8,7. To, co cię dręczy, to tylko próba, to, co cię przeraża, to próżna obawa.
Po cóż się trapić tym, co może się zdarzyć w przyszłości, czyż chcesz smutek piętrzyć na smutku? 2 Kor 2,3. Dość ma dzień swojej troski. Próżne to i daremne martwić się o przyszłość Mt 6,34 lub cieszyć się z tego, co może nigdy nie nadejdzie.
3. Lecz jest rzeczą ludzką bawić się grą wyobraźni i dać się pociągać podszeptom nieprzyjaciela, znak to słabości duszy. Dla niego to nieważne, czy zdoła cię zwieść i przygnębić prawdą czy łgarstwem, czy pokona cię przywiązaniem do teraźniejszości, czy lękiem przyszłości. Więc niech się nie trwoży twoje serce, niech się nie lęka J 14,1.27.
Wierz we mnie i ufaj memu miłosierdziu. Gdy myślisz, że jestem daleko od ciebie, często właśnie wtedy jestem najbliżej. Gdy sądzisz, że wszystko stracone, często wtedy właśnie zbliża się większa nagroda. Nie wszystko stracone, choć wydarza się coś nie po twojej myśli. Nie osądzaj sprawy wedle tego, co czujesz w danej chwili, i nie poddawaj się nieszczęściu, skądkolwiek przychodzi, tak jakby już nie było żadnej nadziei ratunku.
4. Nie myśl, że jesteś opuszczony zupełnie, choćbym czasem zesłał ci cierpienie albo odmówił upragnionej pociechy, bo tak idzie się do Królestwa niebieskiego. I bez wątpienia wyjdzie to na dobre tobie i innym moim sługom, że muszą walczyć z przeszkodami, lepsze to, niżby mieli wszystko, czego dusza zapragnie.
Ja znam cele ukryte Ps 44(43),22 i wiem, że dla twojego zbawienia trzeba czasami, abyś pozbawiony był słodkości, bo stałe powodzenie mogłoby cię wbić w pychę i zadowolony z siebie zacząłbyś myśleć, że jesteś tym, czym nie jesteś. Dałem, mogę wiec zabrać i oddać znowu, gdy zechcę.
5. Dałem ze swojego, więc to moje. Zabiorę, więc nie twoje zabrałem, bo moim jest wszelkie dobro darowane i każdy dar doskonały Jk 1,17. Jeśli ześlę ci troskę albo przeszkodę, nie narzekaj i nie upadaj na duchu: mogę je szybko odjąć i cały smutek przemienić w radość. A przecie chociaż tak z tobą postępuję, jestem sprawiedliwy i godny miłości.
6. Jeśli nie brak ci rozumu i umiesz dostrzegać prawdę, nie powinieneś nigdy smucić się zanadto z powodu przeciwności, lecz raczej cieszyć się i dziękować. Tak, uważaj to za wielką radość Hi 6,10, że cię nie oszczędzam i zsyłam ci cierpienie.
Jako Ojciec mnie umiłował, i ja was miłuję J 15,9 - mówiłem swoim umiłowanym uczniom; posłałem ich przecież nie na uciechy świata, ale na wielki bój, nie na godności, ale na wzgardę, nie na wywczasy, ale na trudy, nie na spoczynek, ale na żniwa Łk 8,15 wśród wielu cierpień. Pamiętaj, synu, te słowa.
Tomasz a Kempis, O naśladowaniu Chrystusa