logo
Poniedziałek, 17 stycznia 2022 r.
imieniny:
Antoniego, Henryki, Mariana, Rościsława  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
O Adwencie i powodach do tańca
Mateusz.pl
 
fot. Lilya Alis | Unsplash (cc)


Adwent jest po to, żeby Bóg mógł do nas przyjść i zastać nas w domu, u siebie, tzn. w wewnętrznym skupieniu i uważności, gotowej przyjąć Kogoś naprawdę Wielkiego! Nie może być tak, żebyśmy byli wciąż tylko w pracy, na zakupach… Nie wolno dać się „wkręcić” w niekończącą się krzątaninę i we wszelkiego typu zaaferowanie – polityką, kryzysami, dyskusjami na forach internetowych, wzajemnym zwalczaniem się, lękami o przyszłość itp.

 

Oczekujemy – na coś czy na Kogoś?


Jak to dobrze, że znów dano nam czas Adwentu. Jeszcze jeden raz możemy czekać na przyjście samego Boga i troszczyć się o (dobrej jakości) wyjście Jemu na spotkanie! Kiedyś Naród Wybrany (przynajmniej jakaś jego tzw.”Święta Reszta”) z żarliwą tęsknotą oczekiwał na Przyjście Mesjasza. Dzisiaj to my – każdy człowiek i cała ludzka rodzina – oczekujemy na spotkanie z Tym, który w sposób najzupełniej wyjątkowy już przyszedł – a teraz wciąż powraca i przychodzi – i jeszcze ma nadejść w (z) przyszłości, też w sposób najzupełniej wyjątkowy (Paruzja).

 

Oby wszystko, co w Kościele składa się na treść Adwentu – zarówno w Liturgii, jak i w kulturze – budziło w nas tęsknotę za spotkaniem z Bogiem, za Zbawicielem. Niestety, Adwent, będący przez wieki wydarzeniem wybitnie duchowym i religijnym, ma współcześnie coraz mocniejszą konkurencję, która chce go przedefiniować i zredukować już tylko do bodźca nakręcającego ekonomiczno-handlową koniunkturę. Pokaźna liczba fachowców od ideologicznego i „sklepowego” marketingu dwoi się i troi, by zawęzić horyzont naszych oczekiwań, tęsknot i spełnień. Ale przecież nie musimy tańczyć tak jak zagra nam byle „grajek”, choćby najbardziej wyszkolony w sztuce uwodzenia, manipulowania i zarządzania naszymi myślami, wyobraźnią i uczuciami…

 

Jakim jesteśmy pokoleniem?


O grze czy raczej przygrywaniu jest też mowa w dzisiejszej ewangelii, choć w innej „konwencji” niż ta przed chwilą przywołana. Występuje w niej w roli głównej wielki Artysta, który wnosi w ludzki świat Boską melodię i muzykę. I jest problem, ponieważ my (i ci kiedyś tam) zamiast zasłuchać się i dać się zachwycić, to – jest taka pokusa, a i przekora w nas – zatykamy sobie uszy. Wpieramy się w ziemię, po której stąpamy, i nie dajemy porwać się do…tańca – z Panem Młodym, który od Ojca przychodzi, by poślubić nas Sobie.

 

W oryginale – w Jezusowej wypowiedzi, z przysłowiową „przypowiastką”, brzmi to tak: Jezus powiedział do tłumów: «Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przebywających na rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili”. Przyszedł bowiem Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: „Zły duch go opętał”. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: „Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników”. A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny» (Mt 11, 16-19).

 

Oto ważne pytanie: Jakim my jesteśmy pokoleniem? Do jakiego pokolenia ja przynależę? Niektórzy, mawiają dziś (żartobliwie, z przewagą ironii i złośliwości), jakim to „ludem” są ci czy owi! Teraz jednak (w Adwencie i w obliczu Jezusa) żarty na bok! Mamy sobie odpowiedzieć na pytanie: Jakim – w oczach Jezusa – jesteśmy pokoleniem? Czy kapryśnym i grymaśnym, z którym i sam Boży Syn „nie potrafi” się dogadać i porozumieć? Czy jednak pojętnym i w lot chwytającym bezmiar obdarowania, które do nas od Ojca przychodzi wraz Jezusem i w Nim?

Jednak zdolni do dialogu i tańca


Wiem, odpowiedź na pytanie o „to pokolenie” nie jest całkiem prosta. Jest dość złożona, bo my jesteśmy wewnętrznie skomplikowani, zawikłani, a bywa, że i wielorako uwikłani…

 

Owszem, każdy chce żyć piękniej, sensowniej, pogodniej i owocniej; także w pokoju i radości! Sprawcą takich pragnień w nas jest Ten, który wymyślił nas od A do Z. A jednak, też w nas, dochodzi do głosu jakaś inna, mroczna głębia, która dumnie (i pysznie) prezentuje się jako całkiem beznadziejna, zrezygnowana i nie znajdująca podstaw, by podnieść oczu ku Niebu i bardzo się rozradować. To „jakaś” decyzyjna instancja w mnie samym wybiera i rozstrzyga, jakim zechcę być „pokoleniem”: otwartym czy zamkniętym! Dającym się wciągnąć w wielki Dialog z Tym, który „z nieba zstępuje” (J 6, 33) czy zagiętym ku sobie (tak św. Augustyn określa stan grzechu) i może jeszcze wygrażającym i, o zgrozo, Bogu bluźniącym!

 

Dla wszystkich nas trwa czas Wielkiego Adwentu Boga: On w Jezusie Chrystusie: przyszedł – przychodzi – i na pewno jeszcze przyjdzie! Do nas należy decyzja, co z Nim zrobimy – dziś! Jak Go potraktujemy! Od tego zależy, jak On nas potraktuje, gdy znowu przyjdzie w Chwale.

 

Jedno wszelako – po pierwszym przyjściu i zbawczym przejściu Jezusa Chrystusa (Pascha) – jest pewne: Nie musimy przez całe ziemskie życie trwać w rozżaleniu i poczuciu nieszczęścia! Nie musimy wciąż biadać i zawodzić. Nie musimy być przekorni wobec Boga Zbawcy i Jego posłańców. Jeśli od Jezusa Chrystusa otrzymujemy tyle – i tak przekonujących – motywów za życiem, za „niebotyczną” nadzieją, za dostąpieniem wiecznego szczęścia w Bogu, to nie grymaśmy! Dajmy się – jak Dawid – porwać do tańca, mając pośród nas Maryję – Nową Arkę z (najpierw) ukrytym w Niej naszym Zbawicielem.

 

Przed laty przypadł mi do serca prosty i piękny wiersz, który syntetycznie wyraża – co? – Odpowiedzmy sobie sami, najlepiej na modlitwie i po rozważeniu sprawy własnego Adwentu, tj. sposobu, w jaki go w tym roku przeżywamy… Jesteśmy (dopiero/już) lekko po półmetku. Jeszcze to i owo można powziąć co do sposobu czekania na Przyjście Pana. Ja jeden to nie całe … pokolenie, ale wpływać na wszystkich, na całość może każdy!

A wyznanie Poety – jak mniemam pełne wiary i dogłębnego wzruszenia Panem tak z nami solidarnym – brzmi tak:

 

„I nie są nam stawiani za wzór
święci ledwo poruszający się
w purpurze dostojeństwa
święci którzy nie dostrzegają nic
siedząc na białym
rumaku cnoty

Teraz Ty Panie jedziesz z nami na jednym wozie
z nami chodzisz do lasu po chrust
w tym samym chodaku zimy
I sam tańczysz Panie z nami
wśród tych wzgórz
ten powolny taniec istnienia” [1].


Krzysztof Osuch SJ
mateusz.pl | 14 grudnia 2012

 

_____________
Przypis:


[1] Jerzy Harasymowicz, Poemat rycerski; za: M. Bednarz SJ, Bóg wiary i modlitwy, Wydawnictwo WAM 1982, s.594. (Z pewnym zdumieniem stwierdzam, że tego wiersza nie było dotąd w sieci).

 
Zobacz także
o. Wojciech Gołaski OP
Ludzie generalnie przestają śpiewać i nie dotyczy to tylko śpiewu w kościele. Dziś mało kto kultywuje stare tradycje śpiewania w rodzinach czy w większych wspólnotach. Może zabrzmi to paradoksalnie, ale również środki techniczne mogą mieć nie zawsze korzystny wpływ na śpiew w kościele. Od paru lat przyglądam się działaniu mikrofonu, bez którego śpiew liturgiczny radził sobie przez całe wieki. Po kilkudziesięciu latach od wprowadzenia tego wynalazku warto zapytać, czy czegoś nie straciliśmy...
 
Marian Grabowski

Marta. Patronka nie zapobiegliwych gospodyń, ale patronka wszystkich, którzy naprawdę chcą słuchać Jezusa i którzy dają się Mu w tym poprowadzić. Jezus zwracając się do Marty nie wytyka, nie strofuje, nie poucza. W Jego słowach musi być pokój i łagodność. Co pozwala tak myśleć? Każdy, kto wychowywał dzieci, uczniów – ludzi, którzy go kochają, nie ryzykuje wypowiedzi, na którą odważył się Jezus. 

 
Fr. Justin
Czytając Dzieje Apostolskie, natknęłam się na wyrażenie " łamanie chleba " (Dz 2, 42, 46). Czy wyraża ono zwykłą ucztę, którą chrześcijanie w Troadzie chcieli pożegnać św. Pawła czy też ucztę Eucharystii?
 
 
___________________
 
 reklama