logo
Sobota, 07 marca 2026 r.
imieniny:
Perpetuy, Felicyty, Kajetana, Pauli – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
św. Bonawentura, Jakub Szymański
Nauka o Matce Bożej
Któż jak Bóg
 


 
 Żyjący w latach 1221-1274 św. Bonawentura (Doktor Kościoła) był wielkim czcicielem Maryi. Warto więc zapoznać się z jego naukami, które głosił na temat Jej Bożego Macierzyństwa. A choć nauki te wymagają trochę cierpliwości, staną się niewątpliwie przyczyną zastanowienia i refleksji maryjnej dla każdego, chcącego uczciwie zapoznać się z nimi czytelnika, co na pewno przyczyni się i do inspiracji duchowej oraz wzrostu w duszach Chwały Matki Bożej.
 
Św. Bonawentura zadaje więc następujące pytanie:

Czy Błogosławiona Maryja Dziewica zasłużyła, aby począć Chrystusa, czy też poczęcie to było jedynie z daru Łaski Bożej?
 
I odpowiada, że Dziewica Maryja zasłużyła na poczęcie Syna Bożego przed Jego Wcieleniem zasługą stosowności, ponieważ dla Swej wielkiej czystości, pokory i dobroci była zdolna, aby stać się Matką Bożą. Po Zwiastowaniu zaś, gdy zgodził się zstąpić na Nią w obfitości łaski i Duch Święty, nie jedynie miała odpowiedniość, ale i godność – i odtąd zasłużyła nie jedynie zasługą odpowiedniości, lecz i godności bycia Zacienioną i Brzemienną Mocą Najwyższego. Lecz zasługą godności nie mogła być zasługująca począć Syna Bożego dlatego, iż przekracza to wszelką zasługę, a także, iż było podstawą samej zasługi Chwalebnej Dziewicy.
 
Czy to bowiem powiemy, że Bóg stał się człowiekiem, czy to powiemy, że niewiasta stała się Matką Boga, z każdej strony jest to powyżej stanu, który przynależy stworzeniu. I dlatego tak jedno jak i drugie było z Dobroci i Łaski Bożej. Stąd można powiedzieć, iż Błogosławiona Dziewica nie tyle „dopasowała się” do zasługi, lecz godnością zasługi zasłużyła na poczęcie, gdyż poprzez obfitość Łaski Ducha Świętego do tego poczęcia nie jedynie była stosowna, lecz także godna.
 
Czy Dziewica Maryja w tym poczęciu była jakoś w pewien sposób współdziałająca z Duchem Świętym?
 
Na co św. Bonawentura odpowiada, iż bez wątpienia, gdyż Dziewica Maryja jest Matką Chrystusa i prawdziwie nazywa się Tą, Która Go poczęła, prawdziwie więc była współpracującą z Duchem Świętym w poczęciu Swego Syna. I tak to powszechnie i wspólnie rozumieją doktorzy teologii. O sposobie tej współpracy różni jednak różnie myślą.
 
Niektórzy bowiem chcieli powiedzieć, iż Dziewica Maryja była współpracująca jedynie w posłudze czynnika materialnego. Inni zaś, iż była współpracująca we wprowadzeniu ostatecznej formy i w przygotowaniu materii, chociaż nie w całym działaniu. Inni zaś jeszcze rozumieją pośrednio pomiędzy obydwoma przytoczonymi poglądami.
 
Pierwsi, którzy mówią, iż była współpracująca jedynie w posłudze materialnego czynnika, zachęceni są tą racją, że jak to mówi Arystoteles – „matka w zrodzeniu potomka tak się ma, jak czynnik materialny, a nasienie męża tak jak czynnik tworzący i działający”. Stąd porównują oni nasienie męża względem przyczyny niewiasty, tak jak można by porównać twórcę do materii, w której tworzy; niewiasta zaś w tym porównaniu nie czyni więcej jak tylko posługiwania materią i wsparcia zewnętrznego. A to wszystko uczyniła Dziewica Maryja i dlatego prawdziwie jest nazywana Matką, gdyż nie brakowało Jej niczego, co odnosi się do prawdziwej matki w zrodzeniu potomka. Duch Święty dopełnił zaś tego, czego brakowało ze strony męża. Lecz to stanowisko, tak twierdzących, bardzo niewiele mówi.
 
Po pierwsze, gdyż matka w zrodzeniu ma moc nie jedynie bierną, ale i czynną; stąd czasami potomek bardziej jest podobny do matki, niż do ojca. Stąd jak mówią: natura poznawana jest poprzez wygląd zewnętrzny. I dlatego mówi św. Jan Damasceński, iż Duch Święty dał Dziewicy nie jedynie moc zdolności do przyjęcia, lecz także moc zdolności do zrodzenia. I dlatego nie jest nazywana matką jedynie ze względu materii. A ponieważ to stanowisko bardzo niewiele mówi, dlatego są inni, którzy dodają ponadto i mówią, iż nie jedynie była współpracująca z Duchem Świętym posługą czynnika materialnego, lecz także we wprowadzeniu ostatecznej formy. Bowiem nie mogła być współpracującą w całym działaniu, ponieważ uformowanie ciała jest natychmiastowe i według tego uformowania obejmuje całą przemianę – uczynione więc być nie mogło jak tylko z Mocy Nieskończonej. Mogła zaś być współpracującą we wprowadzeniu ostatecznej formy, dlatego, iż ostateczna forma może być wyprowadzona w ostatniej chwili od natury lub od mocy stworzonej. I dlatego w tym, w czym mogła, była współpracująca z Duchem Świętym rozrodcza możność Dziewicy, i dlatego nazywa się matką, gdyż była działająca poczęcie o ile co do początku i o tyle co do dokonania. Lecz to stanowisko nadmiernie mówi. Nie zdaje się bowiem stosowne, iż Duch Święty przygotował przez Siebie, a ostateczną formę wprowadził przy współudziale Dziewicy.
 
Niemniej trudnym jest wyznaczyć, czym była ta ostateczna forma, w której wprowadzeniu była współdziałająca możność rozrodcza Dziewicy. Nie mogła być bowiem tą formą dusza, ponieważ jedynie ze stworzenia przez Boga ma początek; ani ukształtowanie cielesne, jak się zdaje, gdyż to nie zostało wprowadzone nagle, lecz poprzez rozwijanie z natury. Zostało bowiem wprowadzone przez ruch, a nie poprzez przemianę – „ruch bowiem jest przemianą następującą po kolei; przemiana zaś jednego w drugie – natychmiastowa” – jak mówi Arystoteles. A ponieważ pierwsza opinia mało mówi, a druga wiele przekracza, swoimi niepewnościami kierują one nas na drogę prawdy.
 

 
 
1 2  następna
Zobacz także
Wincenty Łaszewski
Maryja, która jest drogą do Jezusa, teraz, na ziemi, jest dla nas jakby bliższą i bardziej namacalną niż Chrystus – Omega naszego życia. Nasze stopy dotykają drogi, czujemy smak jej pyłu, oglądamy krajobrazy, przez które nas prowadzi. Maryja jest tak blisko… Gdybyśmy jednak zapomnieli o celu, pozostałaby sama ścieżka – sama Matka Boża.
 
Wincenty Łaszewski
Na początku dwudziestego piątego roku mojego Pontyfikatu powierzam ten List apostolski czułym dłoniom Maryi Panny, korząc się w duchu przed Jej obrazem we wspaniałym sanktuarium wzniesionym dla Niej przez bł. Bartłomieja Long o, apostoła różańca. Chętnie wypowiadam jego wzruszające słowa, jakimi kończy on słynną Suplikę do Królowej Różańca Świętego: " O, błogosławiony różańcu Maryi, słodki łańcuchu, który łączysz nas z Bogiem; więzi miłości, która nas jednoczysz z aniołami; wieżo ocalenia od napaści piekła; bezpieczny porcie wmorskiej katastrofie! Nigdy cię już nie porzucimy. Będziesz nam pociechą w godzinie konania. Tobie ostatni pocałunek gasnącego życia. A ostatnim akcentem naszych warg będzie Twoje słodkie imię, o Królowo R óżańca z Pompei, o Matko nasza droga, o Ucieczko grzeszników, o Władczyni, Pocieszycielko strapionych. Bądź wszędzie błogosławiona, dziś i zawsze, na ziemi i w niebie ".
 
Fr. Justyn

Słowo "nieomylność" kojarzy się nam z nieskazitelną, doskonałością pod każdym względem lub nawet z bezgrzesznością. Tymczasem wiadomo, że "mylić się jest rzeczą ludzką". I papież, i biskupi w swym ludzkim, osobistym charakterze nie są spod tej reguły wyłączeni. Jak zatem trzeba rozumieć ich nieomylność?

 

___________________