Pamiętam, że jako dziecko z utęsknieniem czekałam na maj, by móc chodzić popołudniami z mamą po szkole na nabożeństwa majowe. Wydawały mi się one niezwykle piękne, trochę tajemnicze, jakby nie z tego świata. Do dziś mam przed oczami przygaszone światła świątyni, dym kadzidła unoszący się w powietrzu, wystawiony Najświętszy Sakrament oświetlony skupionym światłem i wspólny śpiew. Na nabożeństwa majowe do mojej warszawskiej parafii przychodziły tłumy – gdy śpiewano Litanię loretańską, kościół niemal drżał w posadach od głosów wiernych.
Pamiętam też inne majówki, w których uczestniczyłam, spędzając weekendy u dziadków w podwarszawskiej miejscowości położonej wśród lasów. Tam nabożeństwa odbywały się przy krzyżu, pięknie na tę okazję przystrojonym. Schodzili się do niego mieszkańcy całej wsi, by wspólnie popołudniami śpiewem uczcić Maryję w Jej licznych wezwaniach. Kościół znajdował się dość daleko, dlatego zarówno nabożeństwa majowe, jak i czerwcowe organizowano w centrum wsi. Śpiew miał tam inny charakter niż w kościele – dominowały głosy kobiet. Nie pamiętam, by uczestniczyło wielu mężczyzn.
Takie obrazy nie zniknęły całkowicie. Do dziś, przejeżdżając w maju przez mniejsze miejscowości i wsie, można zobaczyć ludzi gromadzących się przy udekorowanych kapliczkach i krzyżach. I choć dziś na nabożeństwa majowe w warszawskich kościołach przychodzi mniej osób niż w czasach mojego dzieciństwa, wciąż jest wielu takich, którzy nie wyobrażają sobie maja bez majówek. Dla mnie „majówka” zawsze będzie oznaczała nabożeństwo majowe, a nie długi weekend spędzony przy grillowaniu karkówki.
Choć może się wydawać, że nabożeństwa majowe są szczególnie mocno zakorzenione w polskiej pobożności ludowej, w rzeczywistości przywędrowały do nas z Włoch. Ich początki sięgają bardzo odległych czasów – nawet XIII w. Natomiast forma zbliżona do tej, którą znamy dzisiaj – czyli śpiew pieśni maryjnych połączony z końcowym błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem – ukształtowała się właśnie we Włoszech w XVIII w. i została rozpowszechniona przez jezuitów. To dzięki nim nabożeństwa majowe dotarły również do Polski. Podobnie jak w przypadku gorzkich żali, jedne z pierwszych majówek odprawiano w Kościele Świętego Krzyża w Warszawie.
Dziś nabożeństwa majowe nie cieszą się już tak dużą popularnością jak dawniej. Być może wynika to ze zmiany stylu życia: współczesny człowiek, przytłoczony nadmiarem bodźców, informacji i dźwięków, coraz częściej szuka ciszy i wytchnienia. Widać to choćby w rosnącym zainteresowaniu adoracją Najświętszego Sakramentu w ciszy, bez śpiewów i rozbudowanej oprawy. Potwierdzają to także obserwacje osób pracujących duszpastersko za granicą – nawet wśród Polonii na Zachodzie widać znacznie mniejsze uczestnictwo w nabożeństwach majowych przy jednocześnie dużym zainteresowaniu cichą adoracją, zwłaszcza wśród młodych ludzi.
Nie oznacza to jednak, że tradycja majówek zanika. Wciąż są osoby i wspólnoty, które o nią dbają. Również w Warszawie można zaobserwować odrodzenie tradycji nabożeństw majowych przy figurach i kapliczkach poza budynkiem kościelnym, na terenie parafii, ale także „w terenie”. Już w kilku miejscach tak się dzieje. Chyba najpopularniejsze są te odprawiane przy fi gurze Matki Bożej Passawskiej na Krakowskim Przedmieściu. Osobiście cieszę się, że majówki na powietrzu wracają do łask, bo przecież jest to nawet zgodne z tym, co śpiewamy w pięknej pieśni: „Chwalcie, łąki umajone”. A jak napisał św. Augustyn, do którego tak często odwołuje się papież Leon XIV: „Kto śpiewa, ten dwa razy się modli”.
Anna Meetschen
Idziemy.pl | 6 maja 2026
___________________