logo
Środa, 05 października 2022 r.
imieniny:
Flawii, Justyna, Rajmunda, Faustyny, Placyda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Tomasz Oleniacz SJ
Czas odnowy
Idziemy
 
fot. Patrick Hendry | Unsplash (cc)


Wielki Post to czas szczególny dla każdego chrześcijanina. Jak owocnie przygotować się na zmartwychwstanie Chrystusa? Co z tradycyjnymi postawami, jak post, modlitwa i jałmużna? Jak sprawić, by nie był to okres stracony?

 

Trwa Wielki Post. Czas, do którego – nie ma co ukrywać – nieco się przyzwyczailiśmy i który trochę nam spowszedniał i zszarzał. Tak jak wszystko, co powtarza się w naszym życiu: powszednieje najlepsze jedzenie, gdy jest go w nadmiarze i przyjmujemy je bez wdzięczności, w regularnych odstępach. Powszednieje modlitwa, gdy sprowadza się do odmawiania i „zaliczania” wyuczonych dawno temu formuł. Powszednieje miłość małżeńska, gdy po latach nie jest już tak ekscytująca jak na pierwszej randce. Wszystko, co wartościowe, może wypłowieć i zszarzeć. Dlaczego więc miałoby być inaczej z Wielkim Postem, który często sprowadzamy do jakiejś drobnej pokuty, ograniczenia w jedzeniu i kilku dodatkowych wizyt w kościele, by odprawić Gorzkie Żale lub wziąć udział w nabożeństwie Drogi Krzyżowej?

 

Jednak powtarzalność, oprócz niebezpieczeństwa szarości, niesie też ze sobą szansę nowego spojrzenia na to, co przed nami, co regularnie jest nam ofiarowane, co znamy i do czego się przyzwyczailiśmy. Może warto więc podjąć mały wysiłek i przeżyć te dni przygotowania do celebrowania największej tajemnicy wiary, do wydarzeń Triduum Paschalnego, w nieco inny, bardziej odnowiony sposób. Bo przecież w trakcie Triduum świętujemy miłość Boga, który w Jezusie daje się każdemu z nas całkowicie i za darmo.

 

Być gotowym

 

Zwykle Wielki Post nazywamy czasem odnowy. Wielokrotnie jesteśmy zapraszani do tego, by podjąć wysiłek „odnowy naszych serc”. Podejmujemy więc różnego rodzaju działania, aby dobrze przygotować się do Wielkanocy. Próbujemy pokazać Bogu, jak wiele gotowi jesteśmy zrobić dla Niego, na ile wyrzeczeń i ofiar nas stać, by dobrze przeżyć te dni. Staramy się, każdy według swoich możliwości i hojności serca, zrobić jak najwięcej dla Boga. Niejeden z nas pod koniec czterdziestodniowego postu czuje się dumny i zadowolony z siebie, pokazując Bogu (i innym) kolorową laurkę ze swoich wielkopostnych zwycięstw. I pewnie jest to ważne i potrzebne, byśmy – przynajmniej od czasu do czasu – popracowali nad sobą przez te kilkadziesiąt dni, byśmy zrobili coś dobrego dla Boga, dla siebie i innych, co wyraża się w trzech klasycznych postawach wielkopostnych: modlitwie, poście i jałmużnie.

 

Ale czy na pewno o to chodzi w tym okresie, który jest nam dany przez Boga jako wielki dar? Czy Bogu zależy na naszym wysiłku i umartwieniu? Przecież On sam skarżył się przez proroka Izajasza, mówiąc: „Co mi po mnóstwie waszych ofiar? (...) Syt jestem całopalenia kozłów i łoju tłustych cielców. Krew wołów i baranów, i kozłów mi obrzydła” (Iz 1, 11). Może kluczem do dobrego przeżycia Wielkiego Postu nie jest to, co my robimy dla Boga, co z siebie ofiarujemy, ale zupełnie coś innego?

 

Czas paschy

 

Kiedy Izraelici co roku, tak jak my, celebrowali Paschę, ich spojrzenie było nieco inne. Oczywiście przygotowywali się do tego wydarzenia bardzo pieczołowicie. Dokonywali rytualnego oczyszczenia. Wybierali baranka, którego składali na ofiarę, udając się z pielgrzymką do jerozolimskiej świątyni. Ale nie stawali przed Bogiem z koszykiem dobrych uczynków, by móc się pochwalić, jak wiele uczynili dla Niego w tym czasie. Oni świętowali Paschę, wspominając to, jak wiele Bóg uczynił dla nich. Wiedzieli dobrze, że byli ludem niewolników, że nie mieli przed sobą żadnej perspektywy, żadnej nadziei na lepszą przyszłość. Wiedzieli, że nie było żadnego powodu, dla którego Bóg miałby spojrzeć na nich życzliwym okiem.

 

Byli świadomi, że nie mieli czym się wykupić, nie mieli czym sobie zasłużyć na Jego wejrzenie. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, jak prawdziwe są słowa wypowiedziane do nich przez Mojżesza: „Pan wybrał was i znalazł upodobanie w was nie dlatego, że liczebnie przewyższacie wszystkie narody, gdyż ze wszystkich narodów jesteście najmniejszym” (Pwt 7, 7). Oni to wszystko bardzo dobrze wiedzieli.

 

A mimo tego, że nie mieli nic, co mogliby w zamian zaoferować, Bóg wyprowadził ich „z domu niewoli”, przeprowadził przez Morze Czerwone i poprowadził „mocną ręką i wyciągniętym ramieniem” (Pwt 4, 34) do ziemi obiecanej, „ponieważ Pan ich umiłował” (Pwt 7, 8). Właśnie to celebrował każdego roku lud wybrany w trakcie Paschy: miłość Boga, który nie tylko wybawił ich z niewoli, ale nadto – właśnie dzięki tej miłości – poprzez przymierze stał się ich Bogiem, tzn. oddał siebie swojemu ludowi.

 

Jednocześnie – im dalej od wyjścia z niewoli egipskiej, tym jaśniej – pojawiała się zapowiedź ukazująca, że to nie jest ostatnie słowo, które Bóg ma do powiedzenia, że On dokona jeszcze jednego, bardziej radykalnego wyprowadzenia z niewoli, bardziej uniwersalnego odnowienia człowieka i złączy się z nim jeszcze ściślejszym przymierzem.

 

Zmiana perspektywy

 

To, co celebrowali Izraelici, co przeczuwali, obchodząc święto Paschy, wypełniło się w Jezusie. Jednak tym razem – jak wiemy – nie baranek będzie ceną uzyskania wolności, ale Syn Boży, który oddał za nas swoje życie. I choć zmieniła się Ofiara, to nie zmieniła się, a raczej jeszcze bardziej stała się widoczna, miłość Boga, który wydaje samego siebie, byśmy byli wolni. To właśnie odzyskana wolność, którą utraciliśmy poprzez nasze wikłanie się w tysiące większych i mniejszych spraw – które nas ranią, niszczą i odbierają nam życie – jest centralnym tematem świąt Wielkiej Nocy.

 

Jak wyśpiewujemy w paschalnym Exultecie: „Jest to ta sama noc, w której niegdyś ojców naszych, synów Izraela, wywiodłeś z Egiptu i przeprowadziłeś suchą nogą przez Morze Czerwone. (…) Tej właśnie nocy Chrystus, skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani. Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali odkupieni”. Do wyśpiewania tej pieśni wdzięczności i radości z przywróconej wolności przygotowujemy się przez cały Wielki Post, do wypowiedzenia głośno całemu światu: „jak wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmogący” (por. Łk 1, 48).

 

Przynajmniej teoretycznie. Bo patrząc od strony naszej praktyki, mam czasem wrażenie, że niejednokrotnie odwracamy ten porządek spraw: koncentrujemy się bardziej na tym, co my robimy dla Boga, wyobrażamy sobie to, czego On od nas „wymaga”, i próbujemy sprostać tym wymaganiom, zapominając, co On robi dla nas i że to On jest tym, który pierwszy nas umiłował i „Syna swojego Jednorodzonego dał, abyśmy życie mieli dzięki Niemu” (por. J 3, 16).

 

Stanąć pod krzyżem

 

Podejmujemy Wielki Post przede wszystkim nie po to, by coś w tym czasie zrobić dla Boga. Wchodzimy w ten czas 40 dni wyciszenia i zadumy, by – z perspektywy Paschy – lepiej widzieć, doceniać i sycić się tym, co On uczynił dla nas. Albo – ujmując to w nieco inne słowa – podejmujemy tę czterdziestodniową drogę do Paschy, by bardziej odkrywać tajemnicę Serca Jezusowego, które jest obrazem Bożej miłości do nas. Bo to przecież w Nim widzialne staje się to, co w Bogu jest niewidzialne (por. 1, 15).

 

Czy wobec tego mamy zrezygnować z tradycyjnych nabożeństw wielkopostnych, które tak bardzo zrosły się z naszym postrzeganiem tego czasu, jak Gorzkie Żale czy nabożeństwa Drogi Krzyżowej? Niekoniecznie. Ale może warto zmienić nieco nasze podejście, korzystając chociażby z tego, co proponuje św. Ignacy Loyola, założyciel jezuitów, w tzw. rekolekcjach ignacjańskich. Zaprasza on uczestnika rekolekcji, by po pewnym czasie modlitwy i rozważania nad własną grzesznością, gdy już prawda o własnym zniewoleniu dotrze nie tylko do jego głowy, ale i do jego serca i będzie mógł wołać za św. Pawłem: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?” (Rz 7, 24) – aby wówczas stanął przed Ukrzyżowanym:

 

„Wyobrażając sobie Chrystusa, Pana naszego obecnego i wiszącego na krzyżu rozmawiać z nim [pytając go], jak to on, będąc Stwórcą, do tego doszedł, że stał się człowiekiem, a od życia wiecznego przeszedł do śmierci doczesnej i do konania za moje grzechy.

 

Podobnie patrząc na siebie samego pytać się siebie: Com ja uczynił dla Chrystusa? Co czynię dla Chrystusa? Com powinien uczynić dla Chrystusa? I tak widząc go w takim stanie przybitego do krzyża, rozważyć to, co mi się wtedy nasunie” (Ćwiczenia duchowe, nr 53).

 

Mówiąc inaczej: kiedy zobaczę ogromną miłość Boga, który w Jezusie „umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2, 20), dopiero wówczas, z tej perspektywy, mogę postawić sobie pytanie: co ja na to? Jak ja chcę i pragnę odpowiedzieć na tę miłość?

 

Konkluzja

 

Jak wobec tego mamy przeżyć Wielki Post? Co z tradycyjnymi postawami, jak post, modlitwa i jałmużna?

 

Podejmować w tym okresie posty i wyrzeczenia? Absolutnie tak. Jednak nie dlatego, by cokolwiek udowadniać Bogu, sobie czy innym. Ale dlatego, by uporządkować siebie, by wzmacniać ofiarowaną mi wolność i by w ten sposób odpowiedzieć na miłość Boga i stać się takim, jakim On mnie stworzył: wolnym, uporządkowanym, pełniącym Jego wolę. A przede wszystkim, by On nie musiał już więcej umierać za mnie.

 

Więcej się modlić w poście? Oczywiście, ale nie po to, by sobie coś wysłużyć, by wymusić na Bogu jakiś dar, którego pragniemy, ale by nawiązywać głębszą i bardziej zażyłą relację z Tym, który dla mnie stał się człowiekiem, dla mnie żył, cierpiał, umarł i zmartwychwstał. Modlić się, by – jak to wyraził św. Ignacy – bardziej poznać Jezusa, by Go pokochać i więcej naśladować.

 

Tomasz Oleniacz SJ
Idziemy nr 09/2021

 
Zobacz także
Krzysztof Osuch SJ
Był taki czas, kiedy ludzie mogli spotkać Pana Jezusa – bezpośrednio. Słyszeli Jego głos, patrzyli na Jego twarz. Nie było telebimów, więc niektórzy wdrapywali się na drzewa, by móc Go dokładniej zobaczyć. Czas bezpośrednich spotkań z Jezusem wprawdzie już dawno przeminął, ale nadal jest On dostępny. Na różne sposoby. Ale poniekąd najłatwiej można się umówić z Nim na spotkanie, biorąc do ręki Ewangelie. 
 
o. Marcin Kowalewski CMF
Jedną z największych pokus, jaką szatan wzbudza w sercu człowieka, by odciągnąć go od spowiedzi, jest: „Po co masz klękać w konfesjonale przed kimś, kto też jest tylko człowiekiem i też grzeszy? Idź do lasu, Bóg jest wszędzie! Wykrzycz swoje grzechy, napisz na kartce i spal – to jakoś do Boga dojdzie”. A jednak Pan Bóg wymyślił to tak, że mam uklęknąć przed kapłanem i jemu powiedzieć swoje grzechy. Wiedząc jednocześnie, że w nim sam Chrystus słucha mojej spowiedzi. 
 
Stanisław Przepierski OP

Dokąd poszłaś, Maryjo, gdy ciało ukochanego Jezusa złożono do grobu? Dokąd zaprowadził Cię Jan, gdy cała Jerozolima żyła ukrzyżowaniem Twego Syna? Tak wiele się stało w ostatnich dniach i godzinach. Każdy, kto przeżywał Paschę, myślał o procesie i śmierci Nazarejczyka. Arcykapłani Kajfasz i Annasz wraz z członkami Sanhedrynu nie mogli zapomnieć wyznania Jezusa o tym, że jest Synem Bożym, że jest obiecanym Mesjaszem.

 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm