logo
Wtorek, 13 października 2026 r.
imieniny:
Edwarda, Geraldyny, Teofila, Honorata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Agnieszka Rogalska
Certyfikat z miłości - Zakochanie
Przeznaczeni
 


Certyfikat z miłości
 
 
 Rozmawialiśmy kiedyś o przyszłości. O tym, co nas przyciąga, co chcielibyśmy robić, w czym się spełnić… I tak doszliśmy do pytań o rzeczy podstawowe, najważniejsze:
 
- Brat, a co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu? – zapytałam Brata, bo od jego problemów z wyborem studiów zaczęła się cała ta dyskusja.
- Siostra no, miłość jest najważniejsza – odpowiedział, patrząc z politowaniem, że zadaję tak oczywiste pytania facetowi, który znalazł już kandydatkę na żonę. Nie poddałam się jednak i ciągnęłam dalej:
- A co to jest miłość wg Ciebie, Brat?
- No Siostra, tego to się nie da tak opisać – powiedział Brat przeciągając samogłoski, lekko zirytowany, że rozmawiamy o miłości, a nie o konkretach.
 
Hmm. Nawet jeśli wziąć poprawkę na fakt, że Brat jest mężczyzną, a mężczyznom jak wiadomo trochę trudniej mówić o miłości, zwłaszcza kiedy mają 19 lat, to jednak ten sposób myślenia jest bliski wielu z nas. Marzymy o miłości cudownej, wspaniałej, zmieniającej nasz dotychczasowy świat, nadającej sens całemu naszemu istnieniu, o miłości na całe życie, wiecznej, która pokona wszystkie przeciwności i nie podda się żadnym kryzysom, o miłości, która będzie porywać w przestworza i jednocześnie stanowić najmocniejszy grunt i oparcie. Tak wiele zależy od tej miłości w naszym życiu, a tak często wydaje się nam ona nieuchwytna, wymyka się opisom, pozostaje poza zasięgiem naszych planów i wpływów.
 
Co można zrobić? Czy można choć trochę zrozumieć miłość? Ukształtować ją? A nawet jeśli się to uda, to czy taka „pojęta” miłość będzie dalej zachwycać i pociągać?
 
Spróbujmy i zobaczmy, dokąd nas zaprowadzi ta droga.
 
Za przewodnika weźmiemy autora książki „Miłość i odpowiedzialność” – Karola Wojtyłę, a wraz z nim mężczyzn i kobiet, których miłości przyglądał się i towarzyszył.
 

Zakochanie
 
Najpierw jest błysk. W drugiej osobie, którą widzimy po raz pierwszy albo po raz setny, coś szczególnie zaczyna się nam podobać. Twarz, uśmiech, spojrzenie, krągłości, sylwetka, temperament, zainteresowania, wartości, przekonania… Czasem zamiast błysku jest grzmot - od pierwszego momentu czujemy, że to jest ta jedyna osoba, choć trudno określić, co w niej budzi nasze szczególne upodobanie.
 
Pojawia się pragnienie bycia coraz bliżej osoby, w której jesteśmy zakochani; pragnienie wyłączności i intymności, aby druga osoba w jakimś aspekcie swojego życia była tylko dla nas, a my dla niej. Zaczynamy w swoich myślach i działaniach poruszać się jakby na jej orbicie. Kiedy nie jesteśmy blisko, wracamy do niej w pamięci, w wyobraźni budujemy scenariusze, co się stanie albo co może się stać, kiedy się zobaczymy. Świat zewnętrzny blednie.
 
Zaczyna się życie na huśtawce. Wola ulega urokowi zakochania, który dodaje jej niespożytych sił. Czujemy, że możemy stać się lepsi, dokonać rzeczy niezwykłych, że nie ma przeszkód, których byśmy nie pokonali, kiedy jesteśmy blisko tej jedynej osoby. Z drugiej zaś strony, ponieważ wola jest podporządkowana zakochaniu, w sprawach, które, jak się wydaje, są dalekie od ukochanej osoby, decydujemy i działamy jakby ociężale. Z trudem się koncentrujemy, ponieważ centrum naszej uwagi znajduje się gdzie indziej. Huśtawka leci w dół. A potem znów odbija w górę: ogarnia nas doświadczenie szczęścia, siła i totalność uczuć zapewniają nas, że ten stan będzie trwał wiecznie. Jednak za chwilę pogrążamy się w rozpaczliwych rozterkach: czy to prawdziwe uczucie? czy ona/on je odwzajemnia?
 
Poczucie namacalnej wręcz bliskości w sferze emocji poszukuje swoich zewnętrznych wyrazów. Pojawiają się one spontanicznie i z czasem ulegają dewaluacji pod wpływem rosnącej siły zakochania – aby wyrazić stan swoich uczuć potrzebujemy coraz wyraźniejszych i mocniejszych znaków. Na końcu tej drogi niektórzy stają przed decyzją o podjęciu współżycia seksualnego, choć na jej początku zdawało się, zwłaszcza kobietom, że ich uczucie jest całkowicie duchowe, zupełnie nie-cielesne. Pary, które  decydują się na ten krok  w okresie najbardziej intensywnego zakochania doświadczają często w niedalekiej przyszłości oziębienia wzajemnych relacji.
 
Reasumując można powiedzieć, że zakochanie jest pełne uczuć. Ale to stwierdzenie nam nie wystarcza. Chcemy poznać czym one są, jaka jest ich natura, dokąd jeszcze nas wiodą. O tym następnym razem.
Pozdrawiam

Agnieszka Rogalska
www.przeznaczeni.pl
 
 
 
Zobacz także
Mirosław Pilśniak OP

Umiejętność rozpoznawania i nazywania emocji jest bardzo ważną częścią procesu budowania relacji w małżeństwie na każdym etapie cyklu rozwoju relacji. Bez nazywania emocji znajdziemy się w pułapce własnych nastrojów. Przekreślimy jakiś etap naszego wspólnego życia tylko dlatego, że w danym momencie czuliśmy złość. Często się zdarza, że terapia ludzi w związkach polega w sumie na znalezieniu słów do nazwania tego, co przeżywają.

 
Mirosław Pilśniak OP

Dzieci potrafią wyciągnąć naukę z drobiazgów, z tego na przykład, co mówi tato, gdy uderzy się młotkiem w palec, albo mama, gdy ktoś zajedzie jej drogę. Dzieci uczą się też z sytuacji poważniejszych. Wiedzą o ciosach, które spadają na rodzinę – wiedzą, że tato stracił pracę, że umarła ciocia, że mama choruje – i obserwują reakcje rodziców. Jeśli widzą strach, uczą się bać. Jeśli widzą przygnębienie, uczą się martwić.

 
Z jednej strony bardzo wiele we współczesnej kulturze kręci się wokół współżycia seksualnego i wydawałoby się, że jest to ważna sprawa. Gdy jednak zastanowi się, jak w praktyce ludzie do tego podchodzą, można w tym zakresie mieć wątpliwości. Współżycie spychane jest na ostatnie miejsce w dziennym harmonogramie, robione szybko, gdy jesteśmy zmęczeni i nic nam się nie chce...
 

___________________